Jak żyć z piętnem ojca nazisty?„Dzieci Hitlera” po raz pierwszy przemówiły
24 marca, 2019
„Szturmowcy” wynieśli Hitlera do władzy. Nowa historia nazistowskich oddziałów SA
25 marca, 2019

„Musimy być ze sobą dogadani”. Roma Gąsiorowska na tropie szczęścia [WYWIAD]

Film „Całe szczęście” to część szerszego projektu, którego autorką jest Roma Gąsiorowska (fot. mat. pras.)

Aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna, a także reżyserka i producentka. Roma Gąsiorowska od kilku lat spełnia się również jako menedżerka kultury, coach, założycielka szkoły aktorskiej AktoRstudio oraz pomysłodawczyni i dyrektor artystyczna W-arte! Open Art Space. Pomimo tylu ról jednocześnie znalazła jeszcze czas na napisanie wspólnie z Sylwią Stano książki zatytułowanej „Całe szczęście jestem kobietą”. To dziesięć wywiadów ze znanymi i doświadczonymi kobietami,  które opowiadają o podejmowaniu wyzwań, radzeniu sobie z problemami i różnych sposobach na samorealizację. – Przez lata marzyłam o stworzeniu projektu, który byłby skierowany do kobiet. Takiego, który będzie nie tylko wspierał, ale i dawał narzędzia rozwoju – mówi aktorka. Jego częścią jest również film „Całe szczęście”, w którym wcieliła się w rolę trenerki fitnessu, która zakochuje się w muzyku samotnie wychowującym syna, którego gra Piotr Adamczyk. A wszystko to, jak mówi Portalowi Kultura wokół Nas, po to, żeby znaleźć sposoby na tytułowe szczęście.

Wolisz obchodzić Walentynki czy Dzień Kobiet?

Szczerze mówiąc to ani Walentynki ani Dzień Kobiet nie jest dla mnie jakimś szczególnym świętem. Symbolicznie tak, ponieważ składam życzenia i obchodzę je tak jak wszyscy. Jeśli chodzi jednak o okazywanie innym uczuć czy podkreślanie swojej kobiecości, to nie robię tego od święta. Pod tym względem każdy dzień, czy to Walentynki czy Dzień Kobiet, jest dla mnie tak samo ważny.

Czyli miłości i szczęścia nie należy celebrować tylko od święta.

Myślę, że wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to nie wystarczy. Podkreślanie swoich uczuć, sympatii czy miłości miłym gestem zawsze jest ważne. Sytuacja, w której robi się to publicznie, może ośmielać tych, którzy mają problem z okazywaniem uczuć. Myślę, że to taki pozytywny aspekt tego święta.

Ci jednak, którzy żyją w świadomy sposób, to wiedzą na czym polegają bliskie relacje, że liczy się nie tylko kwiatek czy miły SMS. Chodzi o pielęgnowanie relacji zarówno w trudnych, jak i w pięknych momentach. Takie bycie ze sobą naprawdę. O to jednak trzeba dbać, jeśli nie każdego dnia, to przynajmniej zawsze wtedy, kiedy mamy na to szansę. Nie można o tym zapominać, bo to jeden z ważniejszych elementów w naszym życiu, jeśli naprawdę chcemy być z kimś blisko.

Sylwia Stano i Roma Gąsiorowska, autorki książki „Całe szczęście jestem kobietą” (fot. mat. pras.)

W księgarniach pojawiła się książka „Całe szczęście jestem kobietą”, którą napisałaś z Sylwią Stano. Skąd taki pomysł?  

Marzyłam przez lata o stworzeniu projektu, który byłby skierowany do kobiet. Takiego, który będzie wspierał, dawał narzędzia rozwoju. Książka jest jego pierwszym elementem. W-arte, moja platforma edukacyjno-artystyczna, zajmuje się w dużej mierze rozwojem osobistym. Stworzyliśmy miejsce, które daje ludziom narzędzia do pracy nad sobą w duchu filozofii Slow Fast Life, którą osobiście wyznaję. Polega ona na świadomym używaniu narzędzi rozwoju i wyciszenia po to, aby w warunkach wielkomiejskich pozostać w kontakcie ze sobą, w zdrowiu i spełnieniu. Lada moment uruchamiamy bloga i cały projekt „Jestem kobietą”, w ramach którego będzie można dzielić się własnymi doświadczeniami, nie tylko przez kobiety z pierwszych stron gazet, tak jak w przypadku książki, ale również te niezależne i spełniające się na wielu polach kobiety z różnych dziedzin życia. Planujemy też wydarzenia towarzyszące takie jak warsztaty i dyskusje.  

Wracając jednak do książki, to zaprosiłam do niej Sylwię Stano, którą znam od lat. Ona jest doktorem SWPS-u i ma dwie książki na koncie. Naszą koncepcją było zaproszenie dziesięciu kobiet, które cenimy za to, że idą przez życie zawodowe i prywatne wytyczoną przez siebie drogą z pełną świadomością tego, co wybierają i jakie są tego konsekwencje. Są w tym niezależne i silne, inspirują i są wzorem dla innych kobiet.

Jaki był klucz doboru bohaterek, bo cóż może łączyć Annę Dymną z Maffasion czy też Olgę Chajdas z Beatą Sadowską?

Kluczem było przede wszystkim ich doświadczenie życiowe i prawda, która stoi za tym wszystkim co robią. Zależało mi na tym, żeby były z zupełnie różnych dziedzin życia, aby mogły spotkać się ze sobą różne sposoby myślenia, a także patrzenia na siebie i swoją kobiecość. Ta ich indywidualna droga jest w tej książce bardzo podkreślana. Każda z nich w jakimś aspekcie swojego życia jest spełniona, co nie oznacza, że się już nie rozwijają. Wspólnie z Sylwią chciałyśmy je zdjąć z piedestału i nie bazować na ich dotychczasowym wizerunku, tylko wejść głębiej. Mam wrażenie, że to się nam udało.

(fot. mat. pras.)

Poznamy jakieś tajemnice?

W tych rozmowach mamy bardzo dużo momentów, w których one się otwierają, a nawet w jakiś sposób obnażają. Opinia publiczna bardzo mało wie, kim tak naprawdę są ci, których znamy z ich dokonań zawodowych czy działań podejmowanych w życiu prywatnym. Naszym celem nie było jednak wykorzystanie ich prywatnych historii. To się wydarzyło naturalnie w poczuciu, ze robimy coś ważnego i wspólnie dzielimy się częścią nas samych po to, aby zainspirować innych. Wszystkie bohaterki bardzo chętne opowiadały o sobie i to w dość intymny sposób. Dzielą się z nami sposobami radzenia z trudami codziennego życia, bo każda z nich ma inne doświadczenia.

Mam nadzieję, że to opowiadanie o ważnych rzeczach w prosty sposób, doda wiary czy otuchy tym wszystkim, którzy tego potrzebują, że można pójść dalej pomimo trudnego etapu. Chciałyśmy też pokazać, że nie ma jednej drogi. Ważne jest to, w jaki sposób pokonuje się kolejne kroki oraz by odpowiedzieć sobie na pytanie, kim jestem, czy naprawdę jestem spełniony, czy umiem pogodzić życie zawodowe z prywatnym.

Sylwia Stano i Roma Gąsiorowska przepytały dziesięć kobiet z różnych dziedzin życia (fot. mat. pras.)

Na taki ładunek motywacyjny czekają kobiety w Polsce?

Od wielu lat obserwuję potrzebę samorozwoju wśród kobiet i to nie tylko w środowisku, w którym funkcjonuję. Stąd pojawił się pomysł, żeby wyjść z W-arte do kobiet. To jest czas kobiet, a potrzeba rozwoju jest w nas. Moja platforma nie tylko wspiera artystów i zajmuje się edukacją, czy wsparciem medialnym przy organizowaniu wydarzeń, ale posiada własną przestrzeń, w której ludzie zupełnie niezwiązani ze sztuka znajda coś dla siebie. W tym działaniu poszłam o krok dalej. Stworzyłam Slow Fast Life, czyli filozofię życia, w której funkcjonujemy wszyscy, bez względu na to, jaki zawód uprawiamy.

Wiadomo, że każdy, do którego domu by nie zajrzeć, ma inny problem. Próbujemy dzielić się sposobami radzenia sobie z nimi, ale sama książka nie wystarczy. Może być pierwszym krokiem i inspiracją, ponieważ nie dajemy tu gotowej recepty. Możemy co najwyżej do czegoś namawiać poprzez współodczuwanie, ale do całego ruchu, który pomógłby odnaleźć właściwą ścieżkę rozwoju, potrzebne są dodatkowe narzędzia.

Jakie?

Bardzo różne, w zależności od tego, jakie kto ma doświadczenie i życiowe perypetie. Czy to trening psychologiczny, warsztaty coachingowe, mentoring, a może joga czy medytacja chrześcijańska albo buddyjska, misy, czy mindful. Dróg rozwoju jest bardzo wiele. To powinno być szeroko zakrojone. Wielu ludzi w poszukiwaniu siebie często korzysta z pomocy poza Polską. Wyjeżdżają do Indii czy Tajlandii, gdzie zgłębiają filozofię Wschodu. Te narzędzia, które tam poznają często nie przystają do warunków, w jakich się tu funkcjonuje. Trzeba więc stworzyć nowe sposoby radzenia sobie, jeśli chcemy nadal żyć w naszej cywilizacji.

Właściwie to mogłabyś być jedenastą bohaterką tej książki.

Jestem jedenastą, albo nawet dwunastą, bo Sylwia też bardzo mocno włączyła się do książki ze swoimi doświadczeniami. Chciałyśmy, żeby to była bardziej forma rozmowy niż wywiadu. Często same bohaterki uruchamiają temat, w którym się konfrontujemy. W trakcie rozmów niekiedy prowokowałam moje rozmówczynie, przedstawiając inne stanowisko niż faktycznie mam.

Dyskutujemy też o tym, że my kobiety, żeby osiągnąć sukces zawodowy wcale nie musimy rezygnować z życia prywatnego. Mamy możliwość zostania w domu, pójścia do pracy, albo połączenia tych dwóch rzeczy. Można doświadczyć wszystkiego, ale do tego potrzebna jest samoświadomość i siła zbudowana na poczuciu własnej wartości. Ludzie największy problem mają z zaakceptowaniem samych siebie. Porównują się do innych, szukają akceptacji na zewnątrz. Z tego powodu często wybierają życie, jakiego by nie wybrali, gdyby byli w porządku w stosunku do siebie.

Skoro książka to dopiero początek, to co planujesz dalej?

Będziemy poruszać różnego rodzaju tematy wokół tej książki. Na tym mi zależało, bo projekt skupiony jest na samorozwoju i ma dawać innym konkretne narzędzia. Sama książka to było bardzo ważne doświadczenie i cieszę się, że się udało ją stworzyć. Mam nadzieję, że ci, którzy ją przeczytają, będą czuli, że warto było po nią sięgnąć, bo dla mnie jest ona czymś wyjątkowym.

Chciałabym też, aby czytelnicy nie potraktowały jej jak poradnik, który daje jedną wytyczoną drogę, którą powinni iść. Chodzi o to, żeby zobaczyli, że każda osoba powinna przede wszystkim wsłuchać się w siebie, nieważne na jakim jest etapie życia. Zadbać o to, żeby rzeczy, które robimy zawodowo i prywatnie były spójne. Droga do sukcesu czy szczęścia tak naprawdę od tego się zaczyna. Nie można robić niczego, co powoduje, że człowiek czuje się kimś innym niż jest.

Maks Balcerowski i Roma Gąsiorowska na planie filmu „Całe szczęście” (fot. mat. pras.)

Film „Całe szczęście” to również część projektu, o którym rozmawiamy?

Kiedy dostałam propozycję zagrania głównej roli w tym filmie, to pomyślałam, że to jest niezwykły moment. To, co od kilkunastu lat robię w moim życiu prywatnym zbiega się z tym, co robię w życiu zawodowym.

Czy to oznacza, że masz wiele wspólnego z główną bohaterką? 

Tyle, że chciałam wykorzystać to, że ona jest symbolem dla innych kobiet, wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o jej zawód. Żyjemy w czasach, w których w komedii romantycznej główną bohaterką jest osoba, która zawodowo zajmuje się fitnessem. To dowód na to, że jest potrzeba świadomego funkcjonowania w zdrowy sposób. Szukamy tego na globalną skalę. Nawet ludzie, którzy są dalecy od takiego stylu życia, sięgają po programy na płytach i ćwiczą w domu. To jest naprawdę super.

Pomyślałem więc, że to dobry moment wizerunkowo również dla mnie jako dla aktorki, że taka postać będzie ciągnęła za sobą konkretną grupę docelową. Poza tym ten film daje też bardzo dużo nadziei. Bohaterowie, których gramy z Piotrkiem Adamczykiem przeżywają trudne życiowo sytuacje, które ich do siebie zbliżają.

Wraz z Piotrem Adamczykiem tworzą parę na planie filmu „Całe szczęście” (fot. mat. pras.)

Czyli przeciwieństwa się do siebie przyciągają, bo na pierwszy rzut oka sporo ich dzieli?

Łączy ich pewna tajemnica, której nie chciałabym zdradzać. On jest muzykiem, który wiele lat temu stracił nadzieję, że będzie realizować swoją pasję na taką skalę, o jakiej marzył. W momencie kiedy umarła jego żona, całkowicie poświęcił się wychowaniu ich dziecka. To taka wzruszająca historia człowieka, który poświęcił swoje ambicje, zainteresowania i pasje po to, żeby dziecku, które straciło matkę, dać tyle poczucia bezpieczeństwa i miłości, ile jest w stanie dać.

I tu nagle pojawia się pani z telewizji, która zajmuje się na co dzień fitnessem, a oprócz tego jest mecenasem kultury i promuje młode talenty. Próbuje wydać płytę, a przynajmniej takiego pretekstu używa, żeby się do niego zbliżyć.

(fot. mat. pras.)

I zaprowadza rewolucję w jego życiu.

To prawda, ale nie tylko główni bohaterowie są tu ciekawymi osobowościami. Historie pozostałych również są inspirujące, zwłaszcza że każde z nich ma ukryty talent. Idąc za głosem intuicji, wydobywają go z siebie. To pozwala zaryzykować i doświadczyć czegoś, czego jeszcze chwilę temu by nie zrobili.

Ten film mówi więc nie tylko o miłości czy trudnych momentach w życiu, ale też o tym, że warto zastanowić się, czy to, w jakim jest się miejscu i co robiło się do tej pory, to wszystko, czy jednak można więcej. To prowadzi do wspólnego mianownika, czyli poszukiwania tytułowego szczęścia i potrzeby bycia kochanym. W jaki sposób? Uważam, że bardzo ciężką pracą nad sobą, bo jeśli nie jesteśmy w odpowiedni sposób ze sobą dogadani, to nie znajdziemy go i będziemy tylko innym sprawiać kłopot.

Mówisz to z własnego doświadczenia?

W jakimś stopniu tak i wiem, że to, jaką sama przeszłam drogę i jak funkcjonuję, może być inspirujące dla wielu osób. Chciałabym, żeby wiedzieli, że to zależy wyłącznie od nich samych, a nie od kogoś innego. Nie ma się co porównywać i nie ma sensu życie w jakimś wyobrażeniu, że będę kimś, kim chcę być. Ważne jest to, żeby nie oglądając się na innych, wsłuchiwać się w siebie i iść krok po kroku do wyznaczonego celu. Każdego dnia należy z pokorą wykonywać swoją pracę najlepiej, jak się potrafi.

Po prostu mówię: bądź sobą i żyj w taki sposób, jaki na dany moment jest dla ciebie odpowiedni. Jestem osobą, która stara się łączyć różne dziedziny, w których funkcjonuję, bo jeśli już mam robić jakiś projekt, to na dużą skalę, by jak najbardziej wykorzystać wszystkie możliwości. Z „Całym szczęściem” tak się akurat poskładało, bo jest film, książka i będą kolejne kroki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *