Everyman na miarę naszych czasów. Sztuka „Protest” Václava Havla w Dramatycznym
15 lutego, 2020
Świeżość miesza się z doświadczeniem. Zaglądamy za kulisy „Człowieka z La Manchy”
18 lutego, 2020

40 lat od zimowego wejścia Lodowych Wojowników. Pełne emocji „Rozmowy o Evereście”

Mija 40 lat od historycznego zimowego wejścia na Mount Everest (fot. arch. Krzysztofa Wielickiego)

W lutym 1980 roku wszystkie agencje świata podały wiadomość, że „Polacy jako pierwsi osiągnęli zimą najwyższy punkt kuli ziemskiej”. Niespełna 30-letni wówczas Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy jako pierwsi ludzie w historii zdobyli zimą ośmiotysięcznik i to od razu najwyższy, dając początek nowej epoce w dziejach himalaizmu. To właśnie wtedy polskich wspinaczy zaczęto nazywać mianem Lodowych Wojowników. Nigdy wcześniej w historii polskiego alpinizmu żadna wyprawa nie cieszyła się tak ogromnym zainteresowaniem jak ta – zimowa wyprawa na Mount Everest. „Rozmowy o Evereście” to nowe wydanie bestsellerowej książki, które zostało poszerzone o dodatkowy rozdział, w którym bohaterowie po 40 latach ponownie wracają we wspomnieniach na szczyt góry.

Dziennikarze nazywają go „dachem świata”, geografowie – Czomolungmą lub Mount Everestem, Nepalczycy – Sagarmatha, a alpiniści mówią po prostu – Everest. Po raz pierwszy poddał się wyprawie brytyjskiej kierowanej przez Johna Hunta. W dniu 29 maja 1953 roku na szczycie stanęli Nowozelandczyk Edmund Hillary i Nepalczyk Tenzing Norkey. Pierwsza kobieta – Japonka Juko Tabei – stanęła na nim dopiero w 1975 roku, a pierwsza Europejka – Wanda Rutkiewicz – trzy lata później. – Większość z nas miała świadomość, że nawet jeśli wyprawa na Everest się nie uda, będzie to jednak wyprawa historyczna. Bo była to pierwsza oficjalna wyprawa na ośmiotysięcznik zimą. Przed nami na Evereście jedynym Polakiem była Wanda Rutkiewicz, nie było tam wcześniej żadnej polskiej wyprawywspomina po latach Leszek Cichy.

– Dziś po 40 latach myślę sobie, że to było bardzo ważne wejście – nie dla nas, dla Leszka i dla mnie, a dla środowiska. Można sobie zadać pytanie, co by było, gdybyśmy nie weszli – my jako zespół. Nie wiem, czy zimowa eksploracja by się tak rozwinęła, czy nasi koledzy – wspinacze nie pomyśleliby sobie, że nie da się jednak wchodzić zimą na najwyższe szczyty. Mierzyliśmy bardzo wysoko, a skoro weszliśmy na najwyższy szczyt, to oznaczało, że niższe też można zdobyć. I tak to się zaczęło – wspomina dziś Krzysztof Wielicki. Utrwalony na taśmie ponad trzydziestogodzinny wywiad świeżo upieczonego wówczas absolwenta dziennikarstwa Jacka Żakowskiego z Wielickim i Cichym jest absolutnie unikatowym materiałem, zapisem szczerych i pełnych emocji opowieści o wyprawie, o ludziach, górach i niezwykłych czasach, w jakich przyszło im żyć. Przelany na papier trafił do rąk czytelników po raz pierwszy w 1982 roku. – Ta książka, napisana tuż po zejściu z góry i powrocie do Polski, przynosi żywe emocje. Szczegóły w niej zawarte są wciąż wyraziste i czytelne, co przywołuje raz jeszcze odczucia  związane z tą niezwykłą wyprawą – wspomina Leszek Cichy.

(fot. mat. pras.)

Fragmenty książki

Krzysztof Wielicki: Chcieliśmy pisać tę historię.

Jacek Żakowski: Ty tak całkiem poważnie myślałeś?

Krzysztof Wielicki: Tak myślałem. Teraz też tak myślę. Myślałem, że robimy coś fantastycznego, i dziś uważam, że zrobiliśmy coś historycznego.

Leszek Cichy: Miałeś taką świadomość?

Krzysztof Wielicki: Mieliśmy kompleks Zachodu. W czym mogliśmy być lepsi?

Leszek Cichy: Większość z nas miała świadomość, że nawet jeśli wyprawa na Everest się nie uda, będzie to jednak wyprawa historyczna. Bo była to pierwsza oficjalna wyprawa na ośmiotysięcznik zimą. Przed nami na Evereście jedynym Polakiem była Wanda Rutkiewicz, nie było tam wcześniej żadnej polskiej wyprawy. Od lat siedemdziesiątych w polskim himalaizmie funkcjonowały dwa hasła. Najpierw: zdobywamy wszystkie najwyższe niezdobyte szczyty. Stąd wyprawy na najwyższe siedmiotysięczniki i na niezdobyte boczne ośmiotysięczniki. Potem działaliśmy zgodnie z hasłem Wojtka Kurtyki: co najmniej jedna nowa polska droga na każdym ośmiotysięczniku. Bocznych szczytów ośmiotysięczników Polacy mają najwięcej, bo cały czas chcieliśmy być w czymś pierwsi. Nie byliśmy pierwsi na żadnym z czternastu głównych szczytów ośmiotysięcznych, ale dzięki takiemu strategicznemu myśleniu mamy polski wkład w pierwotną eksplorację najwyższych gór świata.

(fot. mat. pras.)

Krzysztof Wielicki: Andrzej Zawada wnosił filozofię: „Róbmy to, co nam wychodzi”. Skoro wyszedł Everest, to Zawada od razu ruszył dalej tą drogą. Nie kombinował, tylko uruchomił program pierwszych zimowych wejść na ośmiotysięczniki. Inni to podchwycili. Od razu mieliśmy zimowe wyprawy na Manaslu, Dhaulagiri, Kanczendzongę, Czo Oju. Wywołana przez media rywalizacja Kukuczki z Messnerem jeszcze to przyspieszyła. Nie tylko środowisko śląskie wspierało Jurka, jak mogło. Przeskakiwał z wyprawy na wyprawę, żeby dogonić Messnera. Wyprawy obierały za cel szczyty, których brakowało Jurkowi. To robiło wynik, bo wypraw było dużo.

Leszek Cichy: Na to się nałożyła filozofia stylu alpejskiego Wojtka Kurtyki. Kiedy w 1984 roku Krzysiek sam w ciągu jednej doby wszedł na Broad Peak, to poszedł po świecie hyr, że jakiś facet po prostu wszedł na ośmiotysięcznik i z niego zszedł w jeden dzień.

Krzysztof Wielicki: „Jakiś Rusek czy Czech…” – nie rozpoznawali nas jeszcze. Dopiero potem zaczęli się uczyć naszych nazwisk. I zaraz następni zaczęli próbować jednodniowych wejść solo na ośmiotysięczniki.

Leszek Cichy: Mało o nas wiedzieli, bo przecież nie było o naszych wyprawach żadnych anglojęzycznych tekstów. KW: My znaliśmy nazwiska zachodnich wspinaczy, bo czytaliśmy zachodnie magazyny. A oni polskich nie czytali, więc o nas nie wiedzieli. Polskie książki o naszych wyprawach nie były tłumaczone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *