Filmy Konczałowskiego najlepsze w obu konkursach festiwalu „Sputnik nad Polską”
21 grudnia, 2020
Zwykli ludzie w wirze wojny o niepodległość. Nowa książka „Szable i cekaemy”
27 grudnia, 2020

„Nigdzie nie ma osoby podobnej do niej”. „Niejedno przeszłam” Stanisławy Celińskiej

Stanisława Celińska to aktorka teatralna i filmowa, wokalistka i autorka tekstów piosenek (fot. mat. pras.)

Aktorka teatralna i filmowa, wokalistka i autorka tekstów piosenek, współpracująca też z Teatrem Polskiego Radia. Warszawianka i absolwentka stołecznej PWST. Stworzyła różnorodne postaci, dramatyczne i komediowe, pierwszo- i drugoplanowe, epizodyczne, ale zawsze pełne emocji, przykuwające uwagę widzów i długo pamiętane. Tym razem Stanisława Celińska ze swadą opowiada o aktorstwie i codzienności, o sukcesach i problemach, o autorytetach i szukaniu spokoju. Książka „Niejedno przeszłam”, która jest rozmową artystki z Karoliną Prewęcką, jest złożona z dwóch głównych warstw: pierwszej – pełnej faktów oraz drugiej – refleksyjnej, z osobistym przesłaniem. Równolegle barwny portret Stanisławy Celińskiej tworzą jej przyjaciele i znajomi, m.in. Andrzej Wajda, Andrzej Seweryn, Daniel Olbrychski, Maciej Stuhr.

„Stanisława Celińska jest jedna i nigdzie nie ma osoby podobnej do niej – i w talencie, i w człowieczeństwie. W życiu jest heroiczna, w uzdolnieniach nie do ogarnięcia. Ma energię silnika odrzutowego, głos niebotyczny, muzykalność kompletną i odwagę zawodową jak mało kto. Po prostu – Stasia jest wspaniałą aktorką i niezwykłą osobą. To dla niej Bertolt Brecht napisał „Mutter Courage” – zauważa Kazimierz Kutz. „Stasia jest to najczystszy diament – wielka aktorka… wielki człowiek… mój wielki przyjaciel… – dodaje Jerzy Antczak.

Na scenie teatralnej zadebiutowała w Teatrze Współczesnym w Warszawie (1968), w filmie u Andrzeja Wajdy w głośnym „Krajobrazie po bitwie” (1970). Była związana również z innymi warszawskimi teatrami: Ateneum, Dramatycznym, Studio, Rozmaitości oraz z Teatrem Nowym w Poznaniu. Do 2015 roku była w zespole Nowego Teatru w Warszawie, gdzie zasłynęła z ról w spektaklach w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego.

Na Festiwalu w Cannes z filmem „Krajobraz po bitwie” (fot. mat. pras.)

Deszcz nagród i wyróżnień

Wystąpiła m.in. w filmach: „Nie ma róży bez ognia”, „Zaklęte rewiry”, „Panny z Wilka”, „Panna Nikt”, „Fuks”, „Pieniądze to nie wszystko”, „Katyń”, „1920 Bitwa warszawska” oraz w serialach, m.in. „Noce i dnie”, „Alternatywy 4”, „Zmiennicy”, „Złotopolscy”, „Samo życie”, „Mamuśki”, „Barwy szczęścia”. Od 2012 roku regularnie nagrywa płyty: „Nowa Warszawa”, „Atramentowa…”, „Malinowa…” i „Jesienna…” i występuje na koncertach. Laureatka wielu nagród, m.in. I Nagrody w kategorii Debiuty na festiwalu w Opolu w 1969 roku za piosenkę „Ptakom podobni”. W ostatnich latach wyróżniona Orłem – Polską Nagrodą Filmową (2011), Nagrodą im. Cypriana Kamila Norwida (2014), Wielką Nagrodą Festiwalu Dwa Teatry (2016), Fryderykiem (2019) i Nagrodą Publiczności na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu (2020).

Karolina Prewęcka to dziennikarka prasowa, autorka książek. Pochodzi z miejscowości Lubraniec na Kujawach. Ukończyła etnografię na Uniwersytecie Warszawskim. Ukazały się dotąd jej wywiady-rzeki z Bohdanem Łazuką – „Przypuszczam, że wątpię” i ze specjalistą psychoterapii uzależnień dr. med. Bohdanem T. Woronowiczem – „Dasz radę!”. Opublikowała również inne książki o ludziach kultury, biznesu i postaciach historycznych, m.in. o jasnowidzu Stefanie Ossowieckim i malarce Meli Muter.

Jako Agnieszka Niechcicówna w „Nocach i dniach” z Olgierdem Łukaszewiczem (fot. mat. pras.)

Fragment książki

Kiedy kręciłam „Noce i dnie”, miałam już nazwisko i czułam, że przyszedł moment na dzieci. Chciałam urodzić przed dwudziestym ósmym rokiem życia, bo mówiono mi, że dobrze jest zrobić to przed trzydziestką. Wyszłam za mąż w wieku dwudziestu pięciu lat. Trzy lata później urodziłam Mikołaja. Zapytałam lekarza, który prowadził synka – wspaniałego, niezapomnianego Olgierda Diznera – jaka ma być różnica między dziećmi. Odpowiedział, że najlepiej dwa, trzy lata. Po dwóch latach i trzech miesiącach urodziłam córkę Olę.

Natłok obowiązków, do tego nieświadomość, że mogę mieć głębokie, dziedziczne problemy z alkoholem, niemożność uznania pewnych prawd, na przykład tego, że mogę jednak coś zmienić, jeśli mi się to życie nie podoba – to wszystko spowodowało moją ucieczkę od rzeczywistości. Za dużo dźwigałam. Zaczęło mi nie wychodzić to tu, to tam. I uciekłam w alkohol. Sodówa mi odbiła. Wydawało mi się, że zawsze będę cudna, młoda, śliczna, że będą propozycje. A jak zaczęłam zawalać, urwało się to i tamto, w końcu zrozumiałam, że cały czas trzeba walczyć o wszystko.

Najpierw była ambitna Stasia wychowywana przez Babcię. Uzdolniona w wielu kierunkach, wyróżniana. Zawsze prymuska, gospodyni klasy. Dlatego zapewne w dzieciństwie nie miałam zbyt wielu koleżanek i kolegów. Potem zmieniłam się, dla wszystkich chciałam się stać bratem łatą. Wódeczka, papierochy. Rozmieniałam się na drobne. Kilka lat minęło, zanim uświadomiłam sobie, kim jestem, i od razu z grubej rury, że mam herby w rodzinie, że Dziadek to był pan w białych rękawiczkach, że nie dam sobą poniewierać, że nie będę zadawać się z pijakami, włóczyć po barach.

Nie lubię o tym mówić, nie zawsze mam siłę – między innymi dlatego, że żyjemy w epoce wiwisekcji, wywlekania życia na wierzch. Opowiadanie o swoich problemach stało się teraz modne do tego stopnia, że czasem nie wiadomo, kto mówi prawdę, a kto nie, kto chce tylko sobą epatować, a kto przekazać coś ważnego. Od kiedy zrozumiałam, że zerwanie z nałogiem jest nie tylko moją zasługą, wiem, że moim obowiązkiem jest dawanie Świadectwa. Tak to nazywam.

W moim przypadku to była kwestia cudu i wiary, Wiary Żywej. Bóg i Chrystus uchronili mnie, Hioba – którym się poczułam – przed dalszym ciągiem. Nie leczyłam się, nie zaszywałam, nie byłam na odwykach. Zostało mi to ODJĘTE któregoś pięknego dnia po wielu próbach, modlitwach, błaganiach. Dokładnie tak, jak mówię: ODJĘTE – i od tej pory nie wypiłam niczego, co ma w sobie alkohol. Od dwudziestu trzech lat. Szczerze powiem, alkohol nigdy mi nie smakował, ale człowiek jest taki durny, że pije. Dopiero kiedy się oddałam Bogu i zaufałam Chrystusowi, gdy wyznałam „Jezu, ufam Tobie”, tak jak święta Faustyna, dopiero wtedy przyszła do mnie Łaska z Góry. I mówię o tym, chociaż teraz jest to niemodne. Ale świat wróci do tych prostych prawd.

Teatr współczesny próbuje pokazywać prawdę o człowieku. Na scenie jest dużo wulgaryzmów i golizny. Nasz świat nie ma poszanowania dla człowieka, nie uznaje starszeństwa, kultywuje młodość w przerażający sposób. Ale musi wyjść z tego zapętlenia, wrócić na właściwe mu tory. Jak każdy człowiek uzależniony mówiłam sobie: „W każdej chwili mogę przestać pić”. Nie mogłam jednak sobie z tym poradzić. Może tak działała na mnie podświadomość, może geny, a może tak zwany czynnik X, o którym tyle mówili Amerykanie. Tylko Najwyższa Siła tak naprawdę mogła zmierzyć się z tym, co jest podświadomością, co jest niezbadane, co jest tajemnicą. W końcu zrozumiałam, że sama tutaj nie dam rady. Spojrzałam w lustro i nawymyślałam sobie. A wtedy wyglądałam bardzo źle. Morda napuchnięta, tylko pięściami ją wytłuc. No i wytłukłam się psychicznie. Z nienawiścią myślałam o sobie. Zaczęłam też prosić o ŁASKĘ, o odjęcie ciężaru, pętli, która mnie dusiła. I tak się stało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *