Kulisy władzy w USA. Moore filmem „Fahrenheit 11/9” idzie na wojnę z Trumpem
Grudzień 1, 2018
Zabawne, a zarazem gorzkie życie genialnego komika. Biografia „Robin” już jest
Grudzień 2, 2018

„Miał wszystko i stracił wszystko”. „Król Roger” wraca na deski Opery Narodowej

„Król Roger” Karola Szymanowskiego wraca na deski Teatru Wielkiego – Opery Narodowej (fot. Krzysztof Bieliński)

To opowieść o doświadczeniu transgresji, o przejściu w stronę nieznanego, niepokojącego i irracjonalnego, a jednocześnie nieuniknionego i koniecznego. Mariusz Treliński po kilkunastu latach wraca do libretta i muzyki, wystawiając operę Karola Szymanowskiego „Król Roger” na deskach Teatru Wielkiego Opery Narodowej. Jego Roger ukazany jest jako postać oddalona od historycznego pierwowzoru, na którym oparli się Szymanowski i Iwaszkiewicz, ale wciąż jako ucieleśnienie wartości kojarzonych z władzą, państwowością, prawem.

Spotykamy Króla Rogera w momencie, kiedy w jego państwie pojawia się buntownik i zaczynają się zamieszki. Kryzys wartości powoduje irracjonalna siła symbolicznie wyrażona osobą Pasterza, prowadząca do rozpadu, śmierci, a ostatecznie do koniecznej reintegracji. Roger jest politykiem, ale też mężczyzną wchodzącym w smugę cienia, chorującym. W jego królestwie spod fasady rządów mocnej ręki wyłania się hipokryzja, ksenofobia, fałszywa ideologia, a nawet rasizm. Pusty kościół – narzędzie władzy – niesie dobrą nowinę, ale w duchu propaństwowej agitacji.

W kraju dzieje się źle i w tym wyłomie pojawia się Pasterz. Ta półrzeczywista postać symbolizuje to, co zmysłowe, seksualne, przeciwstawione racjonalności – wszystko, co skrywamy pod powierzchnią norm kulturowych i ludzkich leków. Spotkanie z Pasterzem ma uświadomić destrukcyjny brak, który nosimy w sobie, głęboką potrzebę doświadczenia człowieczeństwa i zaakceptowania pełni siebie. Dotykanie wrażliwych rewirów duszy ma wytrącić widza z tego, co wygodne, bezpieczne i przewidywalne.

(fot. Magda Hueckel)

Droga przez śmierć do życia

Dzieło Szymanowskiego i jego kuzyna Jarosława Iwaszkiewicza (libretto) powstawało w cieniu wojennych losów Europy. Tworząc Rogera, uciekali emocjonalnie od niepewności sytuacji ich świata. W chwili prapremiery, po ośmiu latach procesu tworzenia, opera – przez zmieniającą się rzeczywistość polityczną – wybrzmiała już zupełnie inaczej niż pierwotnie zakładali jej twórcy. W 2000 roku Mariusz Treliński po raz pierwszy powołał Rogera na scenę, wystawiając entuzjastycznie przyjętą w Warszawie inscenizację opery, kolejną widzowie mogli zobaczyć we Wrocławiu, a także Edynburgu i Petersburgu.

Król Roger jest zapisem doświadczenia granicznego, dramatycznego spotkania człowieka z Bogiem. Opowieścią o kimś, kto miał wszystko i stracił wszystko: władzę, rodzinę i siebie samego, by odrodzić się i zyskać pełnię człowieczeństwa. To droga przez śmierć do życia, na wskroś ludzka i po ludzku nie do pojęcia  mówi Mariusz Treliński. Proces przejścia, jakiego doświadcza jego Roger, a w konsekwencji publiczność, potęgowany jest przez plastycznie prowadzone zmiany scenografii Borisa Kudlički, świateł Marca Heinza i kostiumów Konrada Parola. Scena po scenie coraz bardziej oddalających się od rzeczywistości, rozmywających kontury świata realnego i wciągających widza w świat nierzeczywisty, pozaziemski, niczym hipnotyczny seans.

Łukasz Goliński, odtwórca tytułowej roli Rogera (fot. mat. pras.)

Premiera tej inscenizacji na deskach Teatru Wielkiego Opery Narodowej 2 grudnia. Kolejne spektakle: 4, 6, 8 oraz 11 grudnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *