„Tajemnica rodzinna z Żydami w tle”. Rozmowy z tymi, którzy odważyli się naruszyć tabu
16 września, 2020
Łączy je „Szaman”. Spektakl, wystawa i premiera książki w Teatrze WARSawy
16 września, 2020

Magia przeplata się z rzeczywistością. Nowa powieść Jakuba Małeckiego „Saturnin”

Autor Jakub Małecki ze swoją najnowszą książką (fot. Krzysztof Nowicki)

To intymna, choć skomponowana na wiele głosów opowieść, w której marzenia potrafią łamać kości, muzyka jest silniejsza niż wojna, a mama daje w nagrodę półtora kilograma słońca. Zmarli otrzymują tu głos, a prawdziwe postaci z życia autora doświadczają rzeczy, których nie dane im było zakosztować poza tą książką. Po bestsellerowym „Horyzoncie” Jakub Małecki wraca z nową opowieścią, gdzie magia przeplata się z rzeczywistością, a w poszukiwaniu nowego sensu życia Saturnin, 30-letni sprzedawca z Warszawy, będzie musiał zmierzyć się z demonami przeszłości. I na tym właśnie opiera się „Saturnin”. Na fascynacji poszukiwaniem własnych korzeni i bohaterze, któremu z całego serca kibicujemy.

Przez błąd na bilecie kilkuletnie Satek wierzy, że autobus, którym jeździ do szkoły w Radziejowie, zahacza o tajemniczą krainę. To tam, jak podejrzewa chłopiec, zazwyczaj przebywa jego milczący, skryty dziadek. Dwadzieścia lat później Saturnin mieszka w Warszawie, pracuje jako sprzedawca i trzyma się z dala od tajemniczych krain. Pewnego dnia dziadek znika i Saturnin musi wrócić w rodzinne strony. Wspólnie z matką rusza jego śladem i coraz głębiej zapuszcza się w przeszłość. To, co odkryje, zburzy jego świat. 

„Jestem błyszczącym, jasnym wężem i sunę przez poszycie. Głęboko we mnie tkwi gorące miejsce, które pulsuje w rytm lasu. Kiedyś miałem twarz i imię”.

Fragment książki

„Byłem walcem, byłem bombą atomową, byłem smokiem i pożarłem ich wszystkich razem z kośćmi. Wychodząc z Sali, nie patrzyłem na nikogo. Minąłem tablicę z wynikami, nie podnosząc głowy. Znajdował się na niej mój rezultat, przy którym inne wydawały się smutnym pośmiewiskiem. Jeden z organizatorów mocno poklepał mnie po karku, podniesionym głosem nazywając mnie „naszym złotym chłopakiem”. W toalecie płakałem, starając się robić to jak najciszej.

Pan Koligot podwiózł mnie do Radziejowa, gdzie wsiadłem do autobusu rozglądając się i szukając na twarzach pasażerów oznak, że wiedzą, kim nagle się stałem. Miejsce przy zaparowanej szybie i luźne nitki, odstające z fotela jak zarost. Oprócz mnie może dziesięć, dwanaście osób. Miałem medal i dyplom, w kolanach gwoździe i kawałki żyletek.

Z przystanku poszedłem prosto do Skibina, do domu na skraju wsi, gdzie od czasu śmierci dziadka mieszkali już tylko babcia i mój tata. Krzyknąłem już od drzwi: – Jestem mistrzem Polski!

W kuchni pełno było zapachów i babci. Przywitała mnie swoim typowym gestem, unosząc rękę w taki sposób, jakby nad tym nie panowała, jakby ta ręka sama wystrzelała ku górze na widok niespodziewanego gościa. Czosnek. Tłuszcz. Mięso. Skwierczenie patelni. Pocałowałem babcię w policzek, wpadłem do pokoju i powtórzyłem, już ciszej, bo już widząc, ja, smok, pogromca innych: – Jestem mistrzem Polski.

O autorze

Jakub Małecki to autor wielu opowiadań oraz powieści takich jak „Dygot”, „Ślady”, „Rdza” oraz „Nikt nie idzie”. Laureat Złotego Wyróżnienia Nagrody im. Jerzego Żuławskiego, nominowany m.in. do Nagrody Literackiej NIKE, Nagrody Literackiej Europy Środkowej „Angelus” i Nagrody im. Stanisława Barańczaka.

W 2017 roku został laureatem stypendium „Młoda Polska” Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jego książki tłumaczone są aktualnie na języki: niemiecki, rosyjski, niderlandzki, fiński, słoweński i hebrajski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *