

W domu ekscentrycznego profesora ogrodnik ukąszony przez jadowitego węża znajduje pociechę w objęciach służącej Consuelo. Owocem ich krótkiego zbliżenia jest Eva Luna. Dziewczynka wychowuje się wśród staroświeckich mebli, łacińskich książek i ludzkich mumii, karmiona fantastycznymi opowieściami matki.
Gdy Consuelo umiera, siedmioletnia Eva wyrusza w życiową podróż, która wiedzie ją przez domy ludzi zamożnych i wpływowych, niebezpieczne, choć pociągające ulice, mieszkanie kobiety prowadzącej dom publiczny czy senne prowincjonalne miasteczko. Odziedziczone po matce duchowa siła, wrażliwość i talent do opowiadania historii pozwalają jej przetrwać w burzliwej rzeczywistości i zjednują ludzi. W gronie jej przyjaciół znajdzie się wiele barwnych postaci: partyzanci, artyści, wysoko postawiony wojskowy oraz dziennikarz, który dokumentuje realia ogarniętego rewolucją kraju w Ameryce Łacińskiej.

Fragment książki
Nazywam się Eva, co według pewnej książki, którą posłużyła się moja matka, wybierając dla mnie imię, znaczy „życie”. Urodziłam się w najdalszym pokoju mrocznego domu i wzrastałam wśród staroświeckich mebli, łacińskich książek i ludzkich mumii, choć nie wpędziło mnie to w melancholię, bo przyszłam na świat z zapisanym w pamięci tchnieniem puszczy. Mój ojciec, Indianin o żółtych oczach, pochodził z miejsca, w którym łączy się sto rzek, pachniał lasem i nigdy nie spoglądał prosto w niebo; wychował się pod koronami drzew i światło wydawało mu się nieprzyzwoite. Consuelo, moja matka, spędziła dzieciństwo w legendarnej krainie, gdzie poszukiwacze przygód od wieków wypatrywali owego miasta ze szczerego złota, które ujrzeli niegdyś konkwistadorzy w bezmiarze własnej zachłanności. Krajobraz tych stron odcisnął na niej swoje piętno, a ona, w sobie tylko znany sposób, zdołała przekazać je mnie.
Misjonarze przygarnęli Consuelo, gdy jeszcze nie umiała chodzić; była małym zwierzątkiem, nagim, umazanym błotem i ekskrementami, które zjawiło się, pełznąc po mostku przystani, niczym maleńki Jonasz, wypluty przez wieloryba słodkich wód. Kiedy ją wykąpali, stwierdzili, że jest bez wątpienia dziewczynką, co wprawiło ich w pewne zakłopotanie, ale skoro już się tam znalazła i trudno ją było wrzucić do rzeki, założyli jej pieluchę, żeby zakryć wstydliwe miejsca, pod powieki zapuścili kilka kropli soku cytrynowego, żeby wyleczyć zapalenie, z którego powodu nie mogła otworzyć oczu, i ochrzcili ją pierwszym żeńskim imieniem, jakie przyszło im do głowy. Zajęli się wychowaniem dziewczynki, nie dochodząc jej pochodzenia, bez rozczulania się, przekonani, że skoro opatrzność Boża zachowała ją dotychczas przy życiu, zadba także i potem o jej zdrowie fizyczne oraz duchowe, a w najgorszym razie zabierze ją do nieba jak inne niewiniątka. Consuelo wzrastała bez ustalonego miejsca w surowej misyjnej hierarchii. Nie była służącą w ścisłym tego słowa znaczeniu, nie była traktowana tak samo jak indiańskie dzieci w szkole, a kiedy raz spytała, który z księży jest jej tatusiem, dostała po twarzy za zuchwałość. Powiedziała mi, że jakiś holenderski żeglarz zostawił ją w dryfującej łódeczce, ale to na pewno bajka, którą wymyśliła potem, żeby uwolnić się od moich natarczywych pytań. Myślę, że w rzeczywistości nic nie wiedziała o swoich przodkach ani jak znalazła się w owym miejscu.
(…)
Gdy miała dwanaście lat, poznała hodowcę kur, ogorzałego Portugalczyka, twardego i oschłego na zewnątrz, lecz w środku pełnego radości. Jego kury dreptały po okolicy i połykały każdy połyskujący przedmiot, który napotkały na swej drodze. Potem ich pan nacinał im nożem wole i wybierał ze środka ziarenka złota, zbyt małe, by uczynić go bogatym, lecz wystarczająco duże, by podsycać jego złudzenia. Pewnego ranka Portugalczyk dostrzegł dziewczynkę o białej skórze i z płomieniem na głowie, gdy w podkasanej sukience stała w kałuży błota, i wydało mu się, że znowu dostał napadu febry.
Gwizdnął ze zdumienia; zabrzmiało to jak przywoływanie wierzchowca. Gwizd przeszył powietrze, ona uniosła głowę, ich spojrzenia spotkały się i oboje jednocześnie się uśmiechnęli. Od tego dnia często przebywali razem, on przyglądał się jej z zachwytem, a ona uczyła się portugalskich piosenek.
– Chodźmy pozbierać złoto – powiedział pewnego dnia mężczyzna.
Weszli w głąb lasu, aż stracili z oczu dzwon misji, i zanurzając się w gęstwinę, podążali dalej ścieżkami, które znał tylko on. Cały dzień szukali kur, nawoływali je pianiem koguta i łapali w locie, dostrzegłszy którąś wśród listowia. Ona przytrzymywała je między kolanami, a wtedy on otwierał im wole dokładnym nacięciem i wkładał palce w poszukiwaniu ziarenek złota. Kury, które przeżyły, zaszyli potem igłą z nitką, by nadal mogły służyć swemu panu, a pozostałe wrzucili do worka, żeby sprzedać je w osadzie albo użyć ich na przynętę, pióra zaś spalili w ognisku, bo pióra przynoszą nieszczęście i można się od nich zarazić pypciem.
Consuelo wróciła o zmierzchu, z potarganymi włosami, szczęśliwa i poplamiona krwią. Pożegnała się z przyjacielem, wspięła po linowej drabince z łodzi na pomost i przed samym nosem ujrzała cztery obrzydliwe sandały dwóch zakonników z Estremadury, którzy czekali na nią z rękoma zaplecionymi na piersiach i z wyrazem straszliwej odrazy na twarzach.
– Już czas, żebyś odjechała do miasta – powiedzieli.

O autorce
Isabel Allende to pisarka, feministka i filantropka, urodzona w Peru i wychowana w Chile. Jest jedną z najpoczytniejszych autorek na świecie, jej książki – których napisała dwadzieścia osiem – zostały przetłumaczone na czterdzieści dwa języki i sprzedały się w ponad ośmiu milionach egzemplarzy. Do jej najpopularniejszych i najbardziej uznanych powieści należą: „Wiatr zna moje imię”, „Violeta”, „Długi płatek morza”, „Dom duchów”, „Z miłości i cienia”, „Eva Luna” i „Paula”.
Oprócz pisarstwa Allende poświęca się walce o prawa człowieka. Uzyskała piętnaście doktoratów honoris causa, została wprowadzona do California Hall of Fame, a za całokształt twórczości otrzymała nagrodę PEN Center USA i Anisfield-Wolf Book Award. W 2014 roku prezydent Barack Obama przyznał jej Prezydencki Medal Wolności, najwyższe amerykańskie odznaczenie cywilne, a w 2018 roku National Book Foundation uhonorowała ją Medal for Distinguished Contribution to American Letters. Allende mieszka w Kalifornii z mężem i psami.
