Cztery weekendy z muzyką na czterech scenach. 9. edycja Festiwalu Strefa Ciszy
2 lipca, 2022
Szalona słodko-gorzka opowieść o kobiecej sile i przyjaźni. „Margot i Alma” w kinach
8 lipca, 2022

Premiera kinowa w drugą rocznicę śmierci mistrza. Dokument „Ennio” już w kinach

Ponad 500 filmów wybrzmiałoby inaczej, gdyby nie on. Ennio Morricone to nie tylko jeden z najbardziej płodnych kompozytorów muzyki filmowej w historii, ale również uwielbiana przez międzynarodową publiczność legenda kina, której twórczość została dwukrotnie nagrodzona Oscarem. 6 lipca mijają dwa lata od śmierci włoskiego mistrza. Z tej okazji ma miejsce premiera kinowa wyjątkowo osobistego filmu „Ennio” w reżyserii zaufanego współpracownika i przyjaciela – Giuseppe Tornatore, który upamiętnia tego skromnego, a zarazem wielkiego kompozytora. Ten film to prezent dla fanów utworów Morriconego i wszystkich produkcji, do których stworzył niepowtarzalną muzykę. Dokument miał światową premierę podczas zeszłorocznego MFF w Wenecji.

Film „Ennio” jest żywiołowym portretem geniusza, nakreślonym przez wiernego przyjaciela
i znakomitego reżysera. Giuseppe Tornatore zaprasza widzów w podróż po prywatnym i artystycznym życiu wspaniałego kompozytora. Towarzyszą w niej wspominający go artyści i reżyserzy, tacy jak Bernardo Bertolucci, Clint Eastwood, Bruce Springsteen, Quentin Tarantino, John Williams czy Wong Kar Wai. Łącznie film zawiera obszerne wywiady przeprowadzone przez Tornatore z ponad 70 filmowcami i artystami, którzy byli współpracownikami i wielbicielami Morricone. Wszystkiemu wtóruje niezapomniana filmowa muzyka mistrza. W końcu, historia jego życia to historia kina.

Ennio Morricone to laureat Honorowego Oscara, Honorowego Złotego Lwa w Wenecji, trzech Złotych Globów, sześciu Nagród BAFTA, trzech Nagród Grammy i Oscara za najlepszą muzykę do „Nienawistnej Ósemki”. Legendarny kompozytor, którego filmografia obejmuje ponad 70 nagrodzonych filmów, w tym „Dawno temu w Ameryce”, „Cinema Paradiso”, „Misja” czy „Nietykalni”.

11 wspólnych filmów

Ennio Morricone umarł 6 lipca 2020. Opublikowany chwilę później w gazetach nekrolog, jaki Maestro napisał w pierwszej osobie, ścisnął za gardło miliony fanów jego twórczości na całym świecie. Wyznaje w nim, że informuje o swoim odejściu w taki sposób, bo „nie chce nikomu przeszkadzać”. Nawet w tej sytuacji jest przygotowany, praktyczny i skupiony na swoich bliskich. Wśród wielu spektakularnych osiągnięć muzycznych kompozytora było jeszcze coś, co zasługuje na uwagę – nadzwyczajne połączenie skromności jako człowieka i śmiałości jako artysty. Na granicy tych dwóch światów zachował fascynującą tajemnicę, do której nie wszyscy mieli dostęp.

Dlatego reżyserem dokumentu o Morricone nie mógł być nikt inny, jak tylko Giuseppe Tornatore – przez ponad 30 lat i 11 wspólnych filmów współpracownik, przyjaciel, bodaj jedyny, który nie tylko przeprowadził tak szczerą rozmowę, ale też uzupełnił ją o wypowiedzi największych twórców światowego kina i muzyki oraz liczne materiały archiwalne. Po udanym debiucie w 1986 roku („Kamorysta”) drzwi do międzynarodowej kariery otworzyła mu nostalgiczna opowieść o magii kina, „Cinema Paradiso” (1988), którą wyróżniono Oscarem dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, Złotym Globem i wieloma innymi nagrodami. Po raz pierwszy ten młody włoski reżyser, scenarzysta i producent pracował wtedy z Morricone. Dzieliło ich wszystko: doświadczenie, wiek, zawód. Łączyła muzyka. Tornatore
nie znał jej języka, ale był wytrawnym melomanem, kolekcjonował płyty i wyróżniał się ponadprzeciętną wrażliwością muzyczną.

Obiecał mamie pisać piękne melodie

Niemal wszystkie ich wspólne dzieła zapisały się w pamięci widzów dzięki szczególnej atmosferze – sentymentalne, pełne wspomnień, powracające za reżyserem do miasteczek jego rodzinnej Sycylii, jak w filmie „Wszyscy mają się dobrze” (1990) z Marcello Mastroiannim, nominowanym do Oscara i nagrodzonym w Wenecji „Sprzedawcy marzeń” (1995) lub „Malenie” (2000) ze zjawiskową Monicą Bellucci w roli tytułowej. Że będzie pisał piękne melodie, Morricone obiecał kiedyś swojej mamie. Tę obietnicę najlepiej wypełnił właśnie wobec Tornatore, do którego zwracał się pieszczotliwie zdrobnieniem „Peppuccio”. Ale uwielbiał też wyzwania, jak w trudnym muzycznie „1900: Człowieku legendzie”, który musiał łączyć muzykę ilustracyjną i realistyczną, wynikającą z gry postaci, ale szalenie trudną do zdefiniowania na poziomie scenariusza czy rozmowy. Jeszcze inną twarz pokazuje w thrillerze „Czysta formalność” (1994), aktorskim popisie Gerarda Depardieu i Romana Polańskiego – to muzyka gwałtowniejsza, a główna melodia pojawia się w niej dopiero
na końcu.

Przez lata wspólnej pracy Ennio Morricone i Giuseppe Tornatore wypracowali własny model twórczego działania. Muzyka rodziła się w nim na samym początku. Towarzyszyła pracy nad scenariuszem, potem na planie, była w całości gotowa w montażowni. Sposób ten Tornatore podpatrzył we wcześniejszych doświadczeniach kompozytora – ten tak właśnie pracował z Sergio Leone, co czyni tych dwóch reżyserów zdecydowanie najbliższymi dla Morricone współpracownikami w całej jego karierze. Łączy ich jeszcze coś – obaj dawali mu wolność w obrębie własnej wizji artystycznej. A kompozytor bardzo to cenił. Sergio Leone wydłużał sceny, jeśli uznał, że marnuje się naprawdę dobra, napisana już muzyka. Tornatore z kolei bardzo aktywnie uczestniczył w procesie jej powstawania, pamiętając, że w partnerstwie granice trzeba przekraczać mądrze. Mówi, że dzięki Morricone zrozumiał, że muzyka filmowa może żyć własnym życiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.