„W moim znaku Waga. Śpiewanie o sobie”. Autobiografia lidera grupy Pod Budą
9 października, 2019
Polski kandydat do Oscara. Najnowszy film Jana Komasy „Boże Ciało” już w kinach
11 października, 2019

Olga Tokarczuk z literackim Noblem za 2018 rok. Zobaczcie naszą rozmowę z pisarką

Olga Tokarczuk to laureatka wielu nagród, w tym Nike oraz jedna w historii Polka uhonorowana nagrodą Bookera (fot. Łukasz Giza)

Polska pisarka Olga Tokarczuk została laureatką Literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok. Akademia Szwedzka uhonorowała ją za jak napisano w uzasadnieniu: „narracyjną wyobraźnię, która wraz z encyklopedyczną pasją reprezentuje przekraczanie granic, jako formę życia”. W tym roku w dziedzinie literatury przyznano dwie nagrody. Ta za rok 2019 powędrowała do Petera Handke z Austrii. Tokarczuk była już wielokrotnie nagradzana, w tym Nike za „Biegunów”, a w zeszłym roku jako jedyna Polka w historii otrzymała nagrodę Bookera.

Jest autorką powieści, które przetłumaczono na wiele języków, m.in. angielski, francuski, niemiecki, hiszpański, włoski, ale także chiński, japoński czy hindi. W tym roku była ponownie nominowana do nagrody za „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, na podstawie której powstał film „Pokot” w reżyserii Agnieszki Holland.

Jak sama mówi, takie wyróżnienia są ważne, ale nie odczuwa w związku z nimi dodatkowej presji. – Moje życie jest od zawsze rozdzielone na dwie sfery: introwertyczną i ekstrawertyczną. Zawsze wyraźnie je rozgraniczam, nauczyłam się nawet mentalnie przygotowywać do przejścia z jednej do drugiej. Po pięćdziesiątce najwyższą cnotą jest umiejętność mówienia „nie” – podkreślała podczas rozmowy z portalem Kultura wokół Nas w maju tego roku. Wówczas rozmawialiśmy m.in. o zbliżającym się Festiwalu „Apostrof”, podczas którego pełniła rolę kuratorki debat, jakie emocje towarzyszyły wznowieniu po 30 latach jej debiutanckiej książki „Podróż ludzi Księgi” oraz co sądzi o akcji palenia książek w parafii w Gdańsku.

21 maja dowiemy się, czy po raz drugi otrzyma pani prestiżową nagrodę Bookera, tym razem za książkę „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Zaskoczyła panią kolejna nominacja?

Wie pan – „nic dwa razy się nie zdarza…”. Zaskoczenie było ogromne, zwłaszcza, że dziesięć lat temu po wydaniu ta książka w Polsce była przyjmowana raczej jako kontrowersyjna. Może to kwestia czasu, może luzu brytyjskiego czytelnika? Dzisiaj jest odczytywana raczej jako dość oczywista diagnoza tego, co dzieje się w polskim społeczeństwie. Brytyjczycy doceniają jej czarny humor, co mnie bardzo cieszy. W jednej z recenzji było napisane, że to najśmieszniejsza książka roku. A już się martwiłam, że z moim poczuciem humoru jest coś nie tak (śmiech).

Wielu pisarzy mówi, że prestiżowa nagroda to także presja. Czuje ją pani na sobie?

Bez przesady. Moje życie jest od zawsze rozdzielone na dwie sfery: introwertyczną i ekstrawertyczną. Okresy introwertyczne przeżywam wtedy, gdy piszę książkę. Pozostaję wtedy w stanie pewnego zawieszenia, w bańce, wewnętrznym dialogu z samą sobą. Potem jednak następuje moment, gdy muszę z tej bańki wyjść, zacząć się kontaktować z ludźmi, opowiadać o swoich książkach, spotykać się z czytelnikami. Te dwie sfery zawsze wyraźnie rozgraniczam, nauczyłam się nawet mentalnie przygotowywać do przejścia z jednej do drugiej. Po pięćdziesiątce najwyższą cnotą jest umiejętność mówienia „nie”.

(fot. Łukasz Giza)

Teraz może to być trudne, bo zapewne w związku z nominacją do Bookera dla „Pługu” będzie o pani coraz głośniej. Akcja tej powieści dzieje się na malutkiej polskiej wsi na zapomnianej prowincji. To Brytyjczykom nie przeszkadza?

Nie sądzę. Wszak pod powierzchnią para-kryminalnej akcji moja powieść porusza głębsze i uniwersalne problemy, żywe także w innych krajach. Poza tym ekscentryczne postaci, a taką jest Janina Duszejko, główna bohaterka „Pługu”, łatwo przekraczają granice państw i kultur. Kiedy powieść ukazała się po francusku, dostałam e-maila od kanadyjskiego klubu czytelników książki. Okazało się, że założyli tam grupę fanów Janiny Duszejko!

W przypadku Bookera ważną rolę odgrywa tłumaczenie. Jakie są pani wrażenia po przeczytaniu swojej książki po angielsku?

Mam dwie tłumaczki na język angielski: Jennifer Croft i Antonię Lloyd-Jones. Pierwsza z nich tłumaczyła „Biegunów”, natomiast Antonia zdecydowała się na „Pług”. Bardzo dobrze ją znam i wiem, że czujemy nawzajem swoje poczucie humoru. Z Antonią nie sposób rozmawiać do końca poważnie, nigdy nie wiadomo, czy coś jest na serio czy nie. Przede wszystkim jest ona po prostu świetną tłumaczką, z ogromnym wyczuciem paradoksów językowych. Kiedy czytałam jej tłumaczenie, głos Duszejko przekładał mi się w głowie właśnie na głos Antonii. Teraz powstał pomysł, żeby to właśnie ona przeczytała tę książkę na potrzeby audiobooka.

Brytyjczycy czują naszą literaturę?

Coś w tym jest. W Wielkiej Brytanii obecni są także inni polscy pisarze: Jacek Dehnel, Wiola Grzegorzewska, Julia Fiedorczuk. Mam nadzieję, że będzie nas tam więcej, a nasz głos będzie słychać mocniej.

(fot. Fundacja SMS z Nieba)

Niestety, ostatnio głośno było nie o naszych osiągnięciach, ale o tym, że polscy księża palą publicznie książki. To chyba nie buduje wizerunku Polski jako kraju, który kulturą stoi?

Rzeczywiście, informacja ta odbiła się szerokim echem w mediach na całym świecie. Mówiono o tym nawet w bardzo egzotycznych krajach. Cała ta sytuacja to efekt nostalgiczno-anachronicznej postawy Kościoła, który wspiera instynktownie, chyba że to jakaś strategia, ludową religijność z XIX wieku opartą na wierze w diabła w zło, na wykluczeniu, obwinianiu, różnicowaniu. Te stare ramy wiary i religijności, kompletnie nie przystają do tego, jak ludzie dzisiaj żyją i myślą. Jeśli do tego dodamy dość niski poziom intelektualny wielu księży, to mamy kuriozalny efekt w postaci palenia książek.

Na szczęście to zdarzenie wzburzyło wielu ludzi w Polsce i spotkało się z ostrą reakcją. Jest jeszcze jeden problem. Mam wrażenie, że w polskich mediach jest za mało świata zewnętrznego, że rządowe i nierządowe telewizje pozostają w jakimś klinczu i relacjonują tylko to, co dzieje się, nawet nie w Polsce, ale w Warszawie. Nie dochodzą do nas echa tego, czym żyje świat, co dzieje się w Azji czy Afryce. Według tej wersji Polska jest absolutnym pępkiem świata. Ludzie, którzy oglądają nasze telewizje, żyją w mentalnym zaścianku. Taka Polska jest fatamorganą. Dzisiaj już się nie da mówić o Polsce bez mówienia o świecie.

Maj to także czas Festiwalu „Apostrof”. Zgodziła się pani być kuratorką debat w czasie tego wydarzenia.

„Apostrof” odbywa się w tym roku w sześciu miastach: Warszawie, Gdańsku, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Katowicach. Przyjadą m.in.: Swietłana Aleksijewicz, Charlie LeDuff, Lauren Graff, Szczepan Twardoch, Marek Krajewski, Łukasz Orbitowski, Wiktor Jerofiejew, Wojciech Tochman, Adam Zagajewski, Michał Rusinek czy Ewa Winnicka. To jest spory festiwal literacki, który czasowo zgrywa się z targami książki w Warszawie, więc dużo się będzie działo.

A na czym dokładnie będzie polegała pani rola podczas
„Apostrofu”?

Poproszono mnie o przygotowanie programu debat, które będą towarzyszyć Festiwalowi i dano mi wolną rękę. A ponieważ ludzie czytający książki mają zwykle otwarte głowy i są bardziej ciekawi świata niż ci, którzy nie czytają pomyślałam, że mogłaby być to dobra okazja do porozmawiania o sprawach niekoniecznie związanych z literaturą.

To znaczy?

O tym, gdzie się znaleźliśmy jako ludzie. Czy jesteśmy na progu zupełnie nowych czasów, czy raczej będziemy się osuwali w chaos nierozwiązanych do tej pory problemów wynikających ze zmian klimatu, postępującego rozwarstwieniem społeczeństw, agresywnej nostalgii za przeszłością itp. W czasie festiwalu będziemy debatować o nowym poczuciu tożsamości, bo to pojęcie staje się ostatnio bardzo popularne, zwłaszcza w programach politycznych partii populistycznych. Planujemy też rozmowę o edukacji, jej nowoczesnych kierunkach. Interesuje mnie bardzo, czy możliwa jest jakaś nowa wizja postrzegania świata jako całości, sieci splątanych ze sobą zjawisk, które wzajemnie na siebie wpływają.

Trzeba porozmawiać też o religijności – co się z nią dzisiaj dzieje i jak zmienia się podejście ludzi do zinstytucjonalizowanych form religijnych. W którym kierunku idzie ludzka religijność i czy w ogóle człowiek może sobie radzić bez religii. Ciekawie zapowiada się debata „Szósty zmysł literatury”. Zaprosiliśmy na nią twórców science-fiction – gatunku potrafiącego wyznaczyć wizje, których nie są sobie w stanie wyobrazić ani politycy, ani filozofowie. Nieskrępowany niczym umysł pisarza science-fiction często stawia bardzo inteligentne pytania, a to już bardzo dużo. Debaty będą się odbywały codziennie w warszawskim Teatrze Powszechnym od 20 do 26 maja.

(fot. Łukasz Giza)

Na fali popularności ostatnio ponownie wydano pani debiutancką książkę „Podróż ludzi Księgi”. Wróciły wspomnienia i emocje sprzed lat?

Pomysł wznowienia mojej debiutanckiej książki wyszedł od wydawnictwa, przyznam, że ja byłam niechętna. Minęło 30 lat od jej napisania – to jest cała epoka, ale kiedy czytałam ją niedawno przed tym wznowieniem, wydała mi się wzruszająca i bliska. Jakby napisał ją ktoś inny, ale i ktoś, kogo dobrze rozumiem.

Winny jest upływ czasu?

Zapewne. Kiedy 30 lat temu pisałam „Podróż”, byłam zupełnie inną osobą. Myślę, że w ciągu naszego życia zmieniamy się dramatycznie co najmniej kilka razy, budujemy kolejne wersje swojej osobowości, kolejne odsłony. Zmieniają nas doświadczenia i wiedza, którą zdobywamy. Zawsze mi się wydawało, że osobowość jest zbiorem możliwości, nie zaś czymś, co jest stałe i rozwija się liniowo zawsze tylko w jedną stronę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *