O sile, niezłomności, człowieczeństwie i nadziei. Nowa powieść „Podróż Cilki”
15 stycznia, 2020
Szalony pomysł, na który mogli się porwać tylko Polacy. „Gdyby to nie był Everest”
15 stycznia, 2020

„Zazdrość jest czymś naturalnym”. Zofia Domalik o debiucie, przyjaźni i rodzicach

Film „Wszystko dla mojej matki” to dla Zofii Domalik debiut fabularny (fot. R. Palka)

Ma za sobą role w serialach, m.in. „Czas honoru”, „Wojenne dziewczyny” czy „Zawsze warto”, występuje też w spektaklach „8 kobiet” w Och-Teatrze czy „Dziadach” w Teatrze Polskim w Warszawie, ale to filmowy debiut sprawił, że jest o niej głośno. Zofia Domalik w obrazie Małgorzaty Imielskiej „Wszystko dla mojej matki” brawurowo wcieliła się w postać dziewczyny z poprawczaka, która nie potrafi zaakceptować otaczającego ją świata i obowiązujących norm. W ramach przygotowań do tej roli aktorka przeszła metamorfozę. – Musiałam dużo schudnąć i ściąć włosy, co od dłuższego czasu chciałam zrobić. Byłam na diecie przez parę miesięcy – mówi Domalik. Za tę rolę otrzymała nagrodę na 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Jak podkreśla jest to nie tylko doświadczenie filmowe, ale i życiowe. – Poruszamy ważny temat i cieszę się, że miałam możliwość poznania tego świata, o którym wcześniej nic nie wiedziałam – dodaje aktorka. W rozmowie z portalem Kultura wokół Nas opowiedziała za co lubi pracę w serialach, o relacjach z rodzicami-artystami oraz czy możliwa jest prawdziwa przyjaźń wśród aktorów.

Do kin trafił obraz „Wszystko dla mojej matki” w reżyserii Małgorzaty Imielskiej, który jest twoim debiutem. Jak to jest zacząć przygodę z filmem od tak mocnej historii?

Przede wszystkim nie spodziewałam się, że ten debiut fabularny nastąpi tak szybko i że będzie czymś tak dużym. Jeśli zaś chodzi o samą historię, to w polskim kinie powstaje dużo mocnych filmów, ale nie często zdarza się sytuacja, że jest to opowieść tak skupiona na jednej osobie. Opowiadana jej oczami, scena po scenie. To w praktyce oznacza, że jestem cały czas na ekranie.

Długo musiałaś walczyć o tę rolę? 

Był to wieloetapowy casting! Sama reżyserka przyznała, że jeżeli ktoś szuka młodej aktorki, to ona widziała wszystkie w Polsce. Castingi trwały rzeczywiście bardzo długo, bo nawet po trzy godziny. Nie było więc sytuacji, że wchodzi się na dziesięć minut, gra się scenę i wychodzi. Oczywiście nie uważam, że to źle, bo pierwsze castingi często tak właśnie wyglądają. Tym razem było inaczej.

Czyli rywalizacja była ostra.

Myślę, że zawsze jest ostra i to o każdą rolę. Nikt jednak na początkowym etapie nie wiedział jeszcze, jak duża to będzie rola, dlatego wiele z nas „castingowało” się do wszystkich, a dopiero potem do konkretnych.

(fot. R. Palka)

Ten film to podwójny debiut, również dla reżyserki. Czy dało się to odczuć na planie?

Nawet przez sekundę nie odczuwałam tego w pracy z Gosią. Ona była bardzo dobrze przygotowana na poziomie scenariusza i do pracy z aktorem. Wiadomo, że stresowałyśmy się, ale to jest naturalne, niezależnie czy dla debiutanta, czy doświadczonego reżysera. Małgosia pracowała już na planach, a do tego jest dokumentalistką. Wie jak pracować z człowiekiem, aby go nie zranić.

A jak wyglądały przygotowania do roli?

Przygotowania trwały chyba sześć miesięcy. Po pierwsze miałyśmy bardzo dużo prób z reżyserką, co było super, bo nie często aktor dostaje taką możliwość. Poza tym treningi z Martą Keller, która uczyła mnie biegania. To tylko wydaje się proste, a jest bardzo trudne. Jeździłam też do poprawczaka, gdzie poznałam dziewczyny i ich historie, ale nie od nich bezpośrednio. Jak można się domyślić, one same nie opowiadają chętnie o swojej przeszłości.

Wiedziały, że jestem aktorką i będę grała w filmie o zakładzie poprawczym i o tym, co się tam dzieje. Zaakceptowały to na tyle, że nie było żadnych problemów. Nie zaprzyjaźniłyśmy się, bo to byłoby bardzo trudne. Jeździłam też do młodzieżowego ośrodka wychowawczego, który jest takim łagodniejszym poprawczakiem. Na początku sama, a potem z pozostałymi aktorkami. 

Do roli musiałaś też przejść swoistą metamorfozę.

Musiałam dużo schudnąć i ściąć włosy, co od dłuższego czasu chciałam zrobić, więc idealnie się złożyło. Byłam na diecie przez parę miesięcy. Chociaż na planie już się nie odchudzałam, to właśnie tam schudłam najwięcej. Jak człowiek biega przez cztery godziny dziennie, to nie ma innej możliwości. Ścięłam też włosy na krótko, ale nie było to dla mnie jakimś problemem. Po pierwsze odrastają, a po drugie wiedziałam, że to jest potrzebne do roli. Nie wyobrażam sobie, by kwestia włosów miała mi przeszkodzić w pracy.

(fot. R. Palka)

A co było najtrudniejsze, czy może próba wejścia w psychikę tej postaci? 

Nie ma rzeczy, która była trudniejsza, albo trochę łatwiejsza. Cały proces był trudny, nie mogło to przejść gładko i bez żadnych problemów. To jest film o tak brutalnym świecie, że jeżeli kogoś nie dotyka, to musi nie mieć wrażliwości, albo empatii. Nie mówię o widzach, bo może do kogoś nie trafić, co jest dla mnie absolutnie zrozumiałe i się zdarza. Na tym przecież polega sztuka, że jednego wzruszy, a drugiego nie. Analizując życie tych dziewczyn i jeżdżąc do poprawczaków, nie da się im nie współczuć, bo tam dzieją się dużo gorsze rzeczy niż to, co pokazaliśmy w filmie. Moim zdaniem on jest złagodzony, co wydaje się niemożliwe, ale tak jest. 

Jeżeli zaś chodzi o samą psychikę postaci, to starałam się nie mieszać Zosi z Olą. Krótko mówiąc, po zakończonym spektaklu czy filmie nie chcę zostawać swoją postacią, bo to wydaje mi się niezdrowe. Po dniu zdjęciowym, nawet jeżeli był bardzo trudny, wracałam do pokoju hotelowego, widziałam się z koleżankami z planu, z którymi bardzo się zaprzyjaźniłyśmy i starałam się wrócić do normalności. Trzeba znaleźć granicę między tym, co się dzieje na planie, a tym co po, bo inaczej każdy z nas by zwariował. Nie zawsze jest to łatwe.

Coś jednak w tobie zostało po tym filmie i czy ta wiedza przyda się w przyszłości?

To dla mnie najważniejsze doświadczenie, nie tylko filmowe, ale i życiowe. Dostałam taką szansę i reżyserka zauważyła we mnie coś, czego w życiu sama bym nie dostrzegła. Nie pomyślałabym, że mogę zagrać dziewczynę z poprawczaka, która się nie maluje, biega i jedynym celem w jej życiu jest odnalezienie mamy. Ona jest całkowitym przeciwieństwem mnie. Ja cały czas gadam, jestem osobą głośną, bardzo temperamentną, która ma swoje zdanie. Olka z kolei w tym filmie mało mówi. Te 27 dni zdjęciowych to okres, kiedy najmniej w swoim życiu mówiłam. (śmiech) Łączy nas chyba tylko to, że mamy w sobie upór i siłę. 

Poruszamy w tym filmie ważny temat i cieszę się, że miałam możliwość poznania tego świata, o którym wcześniej nic nie wiedziałam.

(fot. R. Palka)

Ta rola została doceniona na festiwalu w Gdyni. Byłaś zaskoczona nagrodą za debiut?

Festiwal w Gdyni, oprócz święta kina polskiego, jest także konkursem z nagrodami. Bierzemy w tym udział świadomie i towarzyszą nam emocje. Oczywiście bardzo liczyłam, że zostanę doceniona, ale nie powiedziałabym, że się tego spodziewałam. Wiadomo, że gdy zbliża się finałowa ceremonia, to człowiek liczy na nagrodę, ale z drugiej strony stara się o tym nie myśleć, żeby się nie zawieść. Wyszłam z założenia, że co będzie, to będzie. Jak zobaczyłam i usłyszałam swoje imię i nazwisko, to się popłakałam. Poświęciłam temu filmowi dużo czasu i serca. Teraz należy on do widzów.

Ci na Warszawskim Festiwalu Filmowym wydali już swój werdykt, przyznając filmowi nagrodę publiczności.

Bardzo się ucieszyliśmy z tej nagrody, dlatego że przyznają ją właśnie widzowie. To ogromny komplement. Jest to także dowód na to, że publiczność nie zawsze chce opowieści łatwych i upudrowanych. 

Czy ta nagroda już coś zmieniła w Pani życiu?

Na pewno jestem częściej zapraszana na castingi. Otrzymałam też rolę w serialu „Szadź” w reżyserii Sławomira Fabickiego z Maciejem Stuhrem i Aleksandrą Popławską w rolach głównych. Nie wiem czy jest to następstwo nagrody, ale wiem, że wcześniej reżyser widział nasz film.

Z mamą, aktorką Ewą Telegą (fot. mat. pras.)

Swój zawód wyssałaś w końcu z mlekiem matki – Ewy Telegi i jesteś jeszcze córką znanego reżysera – Andrzeja Domalika.

Tak, wyssałam to z mlekiem matki, bo wychowywałam się w tym środowisku i zawsze mi się to podobało. Byłam jednak chorobliwie nieśmiała i długo chciałam zostać dziennikarką, a raczej oszukiwałam się, że chcę nią być. W głębi serca chciałam być aktorką od dziecka. Poszłam do szkoły aktorskiej, chociaż rodzice mi to odradzali. Wiedzą jak trudny jest to zawód. Nie było jednak odwrotu. 

A co usłyszałaś od rodziców, jak obejrzeli twój debiut filmowy?

Myślę, że dla moich rodziców to było bardzo trudne oglądać swoją córkę w tak brutalnym filmie. Oboje pracują w tym zawodzie i mają do tego dystans, ale widzieli na ekranie, jak ich córka jest wielokrotnie gwałcona i bita. Te sceny wyglądają bardzo realistycznie. Oboje są ze mnie bardzo dumni. Uważają, że to dobry film i dobra rola. Podobno moja mama wyszła z pokazu w Gdyni zapłakana. Mówię podobno, bo nie przyznała mi się do tego.

Służy Pani jeszcze radą czy może jest tą największą inspiracją?

Jest fenomenalną aktorką, ale dla mnie przede wszystkim jest mamą, a nie inspiracją aktorską. Kocham ją, jest moją najlepszą przyjaciółką. Dużo osób mi mówi, że jesteśmy podobne na scenie. Myślę, że żadne dziecko aktorów nie chce być porównywane do swoich rodziców. Po to wykonujemy ten zawód, żeby stworzyć swoją markę. Wiadomo, że jak miałam 15 czy 16 lat, to chodziłam do mamy po rady. Teraz jestem dorosła i szukam swoich ścieżek.

Jest wiele aktorek, które podziwiam, w tym moją mamę. Ona wie trzy razy więcej i jest pięć razy mądrzejsza ode mnie. W ogóle od tych starszych i bardziej doświadczonych aktorów trzeba czerpać, bo w tym zawodzie uczysz się przez całe życie. Kiedy poszłam do Akademii Teatralnej to spotkałam się z takimi osobami, jak Maja Komorowska, z którą siedzieliśmy na próbach do czwartej nad ranem. Spotkaliśmy aktorkę, która była u Grotowskiego. Mogłam też podziwiać takich wybitnych aktorów jak Wojciech Pszoniak czy Teresa Budzisz-Krzyżanowska.

(fot. mat. pras.)

Wspomniała Pani o przyjaźni, a czy wśród aktorów czy aktorek tego samego pokolenia, którzy spotykają się na castingach i muszą rywalizować o role, jest ona możliwa?

Myślę, że tak, o ile dwie osoby są ze sobą szczere. To oczywiste, że jeżeli z Elizą Rycembel, która jest moją przyjaciółką i z którą byłam na jednym roku, idziemy na ten sam casting, to obie chcemy dostać tę rolę. Wszyscy dobrze wiemy, że to nie jest tak, że dana osoba może komuś rolę ukraść. Jeżeli została wybrana to oznacza, że bardziej do niej pasowała lub też bardziej wypełniała wizję reżysera czy reżyserki. Jeżeli ktoś tego nie akceptuje, to faktycznie będzie mu ciężko się przyjaźnić w tym zawodzie. 

Uważam, że nawet jeżeli jesteśmy z tego samego pokolenia, to każdy ma inne warunki, pasuje do innych rzeczy. Jeden casting wygra jedna osoba, drugi wygra inna. Zazdrość jest jednak czymś naturalnym w tym zawodzie. Mam wiele przyjaciółek, które grają w serialach czy filmach, do których byłam na castingach. Zazdroszczę im w pewien sposób, ale nie przeszkadza mi to podziwiać tego, co stworzyły.

A propos to ty też masz na koncie liczne role serialowe. Jak ważne są te projekty telewizyjne? 

Bardzo je lubię, bo u mnie wszystko zaczęło się od seriali. Jak miałam 15 lat to grałam w „Pierwszej miłości”, a potem przewijałam się w różnych produkcjach. Każdy kontakt z kamerą jest ważny, szczególnie dla młodego aktora. Jeden z profesorów powiedział kiedyś, że nie da się nauczyć pracy przed kamerą przez kilka dni na zajęciach szkolnych. Można się jej nauczyć tylko na prawdziwym planie. I ja się z tym zgadzam.

(fot. Katarzyna Kural-Sadowska)

A co z teatrem, czy pod wpływem filmu i seriali zszedł na plan dalszy?

Absolutnie nie, bo przez ostatnie dwa miesiące więcej pracowałam na scenie niż na planie. Przede wszystkim mieliśmy premierę „Dziadów” w Teatrze Polskim w reżyserii Janusza Wiśniewskiego. Gram tez w spektaklu „8 kobiet” Adam Sajnuka w Och-Teatrze, a niedługo w Teatrze Polonia zaczynam próby do sztuki „Minetti, portret artysty z czasów starości”, którą reżyseruje Andrzej Domalik z Janem Peszkiem w roli głównej. Premiera jest w maju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *