„Sztuka Wicekrólestwa Peru”. Taki skarb zdarza się raz w życiu
Marzec 2, 2018
Gromee i Lucas Meijer powalczą na Eurowizji. Kim są?
Marzec 4, 2018

Upór, hazard i miłość do żony. Wspomnienie Wojciecha Pokory

Przez widzów i krytyków zgodnie określany jako mistrz polskiej komedii. Dla pokoleń aktorów wzór do naśladowania. Ponadto skarbnica opowieści zza kulis, którymi hojnie dzielił się podczas naszego ostatniego spotkania. 4 lutego w wieku 83 lat zmarł Wojciech Pokora.

„Nie umiem, nie nadaję się” – tak najczęściej miał odpowiadać reżyserom, którzy chcieli go zaangażować do filmu czy spektaklu. Oni jednak znali sposoby na wrodzony upór czy skromność Wojciechy Pokory. Tak było w przypadku filmu „Poszukiwany, poszukiwana”, o którego kulisach powstania aktor opowiedział w wywiadzie, którego udzielił mi we foyer warszawskiego Och-Teatru. Reżyser Stanisław Bareja tak bardzo chciał obsadzić go w roli młodego naukowca Stanisława Marii Rochowicza, że wraz z operatorem Janem Laskowskim co drugi dzień odwiedzał Pokorę w jego domu. – Powiedział, że nie chodzi o to, bym grał kobietę, mam być sobą, czyli Wojciechem Pokorą, tylko ubranym w sukienkę – wspominał aktor. Nieoceniona okazała się też żona Hanna, która pożyczyła swoje ubrania i perukę.

Wakacje w Bułgarii zamiast Marysi

On jednak do tego stopnia chciał uniknąć grania „Marysi”, że jak zdradził mi, ostatniej „deski ratunku” szukał w ciężko zdobytych wczasach w Bułgarii. – Powiedziałem Barei, że nie mogę zagrać, bo za miesiąc wyjeżdżam. On na to, że „to my w miesiąc to zrobimy” – opowiadał. Choć zdjęcia powstawały w tak krótkim czasie, to film bawi już kolejne pokolenie. Tylko odtwórca głównej roli pozostał nieugięty, do końca twierdząc, że kto inny powinien ją zagrać. – Nie pasowałem i nadal do niej nie pasuje – zarzekał się w rozmowie po ponad 40 latach od nakręcenia filmu.

To nie jedyna rola, z której nie był zadowolony. Na szczęście wśród ponad setki teatralnych i kilkudziesięciu w filmach i serialach wskazał mi też takie, które jego zdaniem „zgrabnie zagrał”. Tak było w „Karierze Nikodema Dyzmy”, gdzie wcielił się w hrabiego Żorża Ponimirskiego czy czarny charakter Franza von Nogaya w „C.K. Dezerterach”. Po tym ostatnim filmie liczył po cichu, że publiczność go wreszcie znienawidzi. – Nic podobnego, zyskałem jeszcze większą popularność – podkreślał.

60 lat na teatralnej scenie

Prawdziwą miłością Wojciecha Pokory był jednak teatr, w którym występował nieprzerwanie przez blisko 60 lat. Choć znany bardziej z ról komediowych, to te dramatyczne były jego pierwszymi. Gdy zapytałem go o tę ulubioną, z żalem przyznał, że ma taką, ale nie udało i nie uda mu się już jej zagrać. Chodziło o rolę profesora Higginsa w „Pigmalionie” George’a Bernarda Shawa. Nieprzypadkowo spotkaliśmy się w Och-Teatrze, ponieważ ta scena była dla Pokory ostatnią. To tam oprócz Dyndalskiego w „Zemście”, można go było zobaczyć w sztuce „Trzeba zabić starszą panią”. Stworzył w niej niezwykły duet z Barbarą Krafftówną. – Spotkaliśmy się po ponad 50 latach i znowu gramy razem – cieszył się aktor.

Żona prawdziwym oparciem

Równie długi, jak teatralny był jego staż małżeński. Choć jak opowiadał mi, z żoną Hanną poznali się w szkole, to nie od razu przypadli sobie do gustu. „Nie mówiła mi tego prosto w oczy, ale myślała, że jestem niedobrym człowiekiem” – wyznał. Gdy w końcu udało mu się ją do siebie przekonać, na drodze do ich szczęścia stanęła matka kobiety. Nie wyobrażała sobie, że jej córka wyjdzie za mąż za aktora. W tamtych czasach, jak przekonywał mnie Pokora, zawód ten był gorzej postrzegany od cyrkowca. Przeszkodę pokonali już wspólnie, biorąc ślub w 1957 roku.

Przez wszystkie wspólne lata żona była dla niego prawdziwym oparciem. Choćby wtedy, gdy wpadł w szpony hazardu. I tu kolejna anegdota. – Starsi koledzy grywali na zapleczu teatru w pokera, więc gdy zaprosili mnie na partyjkę, nie śmiałem odmówić – opowiadał mi aktor. Poczuł żyłkę ryzykanta i przegrał w karty całą pensję, co nadszarpnęło domowy budżet. – Żona miała o to straszny żal i poszła nawet z interwencją do dyrektora teatru, by rozgonił pokerowe towarzystwo – dodawał już z poważniejszą miną.

„Z Pokorą przez życie”

Mimo trudniejszych momentów ich związek przetrwał próbę czasu. Nawet po ukończeniu 80. roku życia aktor nie bał się otwarcie mówić o miłości do żony. Deklarował to również w książce „Z Pokorą przez życie”, którą napisał wraz z Krzysztofem Pyzią. Słowo „napisał” to zdaniem aktora przesada i wolał bym zanotował, że „złożył obszerny wywiad”. – Jedyną przecież rzeczą, jaką napisałem było wypracowanie, jak zdawałem maturę z polskiego – dodawał żartując. Wracając do żony to mówił, że „im jest starszy, tym bardziej brakuje mu tej dziewczyny”. To dlatego, jak tylko wychodził z teatru, pędził do domu, by móc ją jak najszybciej objąć. – Może to jeden z przejawów miłości, czyli tęsknota – głośno rozmyślał. Pozostaje mi tylko dodać, że od teraz nam również będzie Pana brakować, Panie Wojciechu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *