Zmasakrowali i wrzucili ich w ogień. Działalność UPA tłem powieści
Styczeń 11, 2018
„Ich dzieci popełniły samobójstwo”. Wieczór nad Czarnym Jeziorem
Styczeń 28, 2018

„Tak musi wyglądać piekło”. Relacja więźniarki z Auschwitz

Autorką książki – „Dziewczęta z Auschwitz” jest Sylwia Winnik

Przeżyły piekło niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, do którego jedne trafiły jako dzieci, a inne to w nim osiągnęły dorosłość. Kobiety, które stanowiły aż 30 procent wszystkich więźniów, w głodzie i ciągłym strachu były poddawane eksperymentom doktora Mengele, a nawet rodziły dzieci. Z okazji 73. rocznicy wyzwolenia obozu, dwanaście z nich postanowiło jeszcze raz wrócić pamięcią do tych traumatycznych przeżyć. Ich historie zebrano w książce „Dziewczęta z Auschwitz”.

26 marca 1942 roku, czyli w niespełna dwa lata po jego założeniu, do obozu KL Auschwitz przywieziono pierwszy transport kobiet. Było to 999 Niemek z Ravensbrück, następnie Żydówki ze Słowacji w tej samej liczbie. Miesiąc później przybyły pierwsze Polki z więzień w Krakowie i Tarnowie. Wśród tych, które tam trafiły przeważały te w wieku od 18 do 40 lat, a więc kobiety w wieku produkcyjnym. Nic dziwnego, ponieważ władze niemieckie wykorzystywały je jako niewolniczą siłę roboczą, co często prowadziło do ich śmierci z wycieńczenia albo chorób.

Po ponad 70 latach od wyzwolenia obozu, autorce książki udało się z pomocą Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu dotrzeć do dwunastu kobiet, które przetrwały obóz. – Mówię o nich Dziewczęta, bo są wśród nich kobiety, które do obozu trafiły w wieku sześciu, ośmiu lat, jedna się tam nawet urodziła. Są i takie, które obozowe życie wprowadziło w dorosłość – tłumaczy Sylwia Winnik, autorka książki. Jedna z nich choć w Auschwitz spędziła półtora roku i była poddawana eksperymentom dr Josefa Mengele dopiero od kilku lat mówi o tym, co przeżyła. – Uważam, że obóz był moim przeznaczeniem – uważa Alina Dąbrowska.

Pierwsza miłość, pierwsza praca

Urodziła się 23 kwietnia 1923 roku w Białej koło Zgierza, ale już w wieku sześciu lat wraz z całą rodziną przeniosła się do Pabianic. Tam ojciec zaczął pracę jako urzędnik miejski. Alina – najmłodsza spośród rodzeństwa, była bardzo blisko związana z siostrami i bratem, jak również z rodzicami. Zanim wybuchła wojna, zdążyła jeszcze pójść do gimnazjum, w którym ze względu na daleką kuzynkę matki zdecydowała się na klasę z niemieckim, a nie wymarzonym francuskim. Ta znajomość języka wiele razy jej się później przydała, kto wie, czy nie uratowała życia.

Niemcy po wkroczeniu do Pabianic zajęli ich dom, pozostawiając rodzinie Bartoszków ledwie mały pokoik. Wysłali też Alinę, jak każde dziecko, które skończyło 13 lat – do pracy. Została sekretarką, przez co spędzała w firmie po kilkanaście godzin. Już wtedy spotykała się ze swoją pierwszą miłością – Żelisławem Jordanem Brzozowskim. Pomimo wojny, młodzi starali się żyć normalnie, chcieli być szczęśliwi. Alina zaangażowała się też w działalność w Szarych Szeregach. Przygotowywała teksty dla młodzieży dotyczące księgowości i innych dziedzin zatrudnienia.

Więzienie i śmierć matki

W rzeczywistości pisała je w trakcie pracy, a po godzinach odrabiała zaległości. Konspiracyjne materiały wynosiła następnie zawinięte w sweter. Pewnego majowego poranka 1942 roku wyszła do pracy jak co dzień, ale przed wyjściem rzuciła do brata: „Zeniu, pożegnajmy się, bo może już się nie zobaczymy”. Były to prorocze słowa, ponieważ po paru godzinach była już zatrzymana przez gestapo. Została oskarżona o to, że przekazała ściśle tajne dokumenty w niepowołane ręce. Próby obrony na nic się zdały. Przed przewiezieniem do więzienia, zdążyła się jeszcze pożegnać z rodzicami.

Trafiła do aresztu w Łodzi, do celi numer 13. Tam podjęła pracę szwaczki, choć wcześniej nie miała z tym do czynienia. Zupełnie odcięta od świata nie wiedziała, że w między czasie zmarła jej matka. Dowiedziała się o tym dopiero dwa tygodnie po pogrzebie od znajomej, którą właśnie przywieziono do więzienia. Śmierć matki bardzo nią wstrząsnęła. Wtedy też za sprawą innej znajomej pierwszy raz usłyszała o obozie w Auschwitz. Wszy, głód, ciężka praca oraz wysyłanie na zagazowanie. To, co tamta opowiadała było aż nierealne. – To było nie do uwierzenia, a potem okazało się, że jest jeszcze gorzej – wspomina Dąbrowska.

Auschwitz jak najgorsze miejsce na ziemi

Po 13 miesiącach więzienia spędzonych w Łodzi, Alina Bartoszek miała zostać przetransportowana do Auschwitz. Przybyła tam pociągiem wraz z około 80 innymi kobietami. Od razu musiała poznać, co to selekcja, pasiaki, esesmani oraz psy. Kazano im się rozebrać oraz ogolono głowy. Alinie wytatuowano na ręce numer 44165. – Najgorsze wrażenie zrobiło na mnie wejście do baraku. Nie wierzyłam w to, co widziałam. Tak musi wyglądać piekło! – podkreśla była więźniarka. Wszędzie były koje w trzech kondygnacjach, a na każdej leżały kobiety. Ona jako nowa dostała najgorsze miejsce, na ziemi.

Do października pracowała na roli przy żniwach i zbiorach rzepaku. Starała się być aktywna i wykorzystywać każdy dany jej dzień. Krzepiące były też listy, które otrzymywała od rodziny, a także wysyłane przez nią samą. Gdy wydawało się, że się zaaklimatyzowała, nagle zachorowała na tyfus. Prawdopodobnie przyczyną choroby była szczepionka, którą podano jej na polecenie dr Mengele. Po tym, jak doszła do siebie musiała wrócić do pracy. Na szczęście tym razem trafiła lepiej niż poprzednio.

Znajomości pomagały na co dzień

Dzięki znajomości niemieckiego i umiejętności pisana na maszynie trafiła do budynku przy głównej bramie obozu. Tam pod dachem była odpowiedzialna za tworzenie wykazów Żydów straconych w obozie. Oficjalnie podawano, że umierali oni na różne choroby, głównie na zapalenie płuc, co była oczywistą nieprawdą. Alina w tym czasie jeszcze słaba uniknęła zimna na zewnątrz, dodatkowo otrzymując w pracy gorącą herbatę i kawę. Następnie przeniosła się do pracy w szwalni, gdzie łatała dziury w kocach.

Ta zawodowa tułaczka po obozie trwała dzięki kolejnym znajomościom, które zawierała. W końcu trafiła do tzw. Effektenkammer, czyli magazynu rzeczy odbieranych więźniom obozu. Tam poznała m.in. Krystynę Żywulską, która była poetką i której wierszy uczyła się na pamięć, niektóre nadal mając w swojej pamięci pomimo upływu ponad 70 lat. Dzięki innej znajomości, z Francuzką Cassis udało jej się nauczyć podstaw języka francuskiego.

Egzekucje na pokaz i wielogodzinne apele

To były nieliczne „przyjemności” w czasie pobytu w obozie. Nieustannie była świadkiem niebywałej wręcz przemocy, jak choćby po tym, gdy Żydzi podpalili jedno z krematoriów. Za karę Niemcy rozstrzelali co dziesiątego z zatrzymanych, a także powiesili kobiety, które miały dostarczyć proch do wysadzenia budynków. Egzekucje robiono na pokaz i były przestrogą dla innych więźniów, co może ich spotkać za złamanie obozowego prawa.

– To był dramat, że ja stałam i nie mogłam nic zrobić, ja żyję, a one takie młode idą do gazu – wspomina Alina Dąbrowska. Większość z tych osób, które trafiały do gazu, nie miały świadomości co się z nimi stanie, a także do końca nie wierzyły w to, co im mówiono. – To ułatwiało Niemcom sytuację, bo nie było buntów, ucieczek ani tego typu dramatów – podkreśla była więźniarka. Zresztą za uciekinierów cierpieli wszyscy wystając na wielogodzinnych apelach. – Stało się tak długo, aż im się rachunki zgadzały – dodaje Dąbrowska.

Obozowa tułaczka

Nieustannie odbywały się też transporty do innych obozów i Alina też miała być przewieziona gdzie indziej. Los chciał, że akurat jeden z głównych szefów obozu postanowił zmienić decyzję jej „przełożonej” i wraz z kobietami z komanda została. Skierował je też do pracy w głównym, męskim lagrze, gdzie panowały wręcz luksusowe warunki. Zmieniano im pościel czy pozwalano wykąpać. Zajmowały się tam sortowaniem ubrań, które po przyjeździe do Auschwitz zostały odebrane więźniom.

18 stycznia 1945 roku zaczął się dla niej ostatni etap obozowego życia. Wraz z marszem śmierci dotarła do pociągu, który zawiózł ich do Ravensbrück. Tam była przez trzy tygodnie, a następnie trafiła do Malchow, obozu tylko dla kobiet. Pracowała przy wycince drzew, które na własnych barkach przenosiła w wyznaczone miejsce. Wówczas, gdy na kawałku niemieckiej gazety przeczytała o konferencji w Jałcie i bliskim końcu Niemiec, pojawiła się w niej nadzieja na wolność. Następnie trafiła do Buchenwaldu, skąd skierowano ją do Lipska.

11 kwietnia 1945 roku uczestniczyła w drugim marszu śmierci i była świadkiem, jak na niebie pojawiły się samoloty, z których zaczęto strzelać do ludzi na ziemi. Wtedy wraz z grupką kobiet postanowiła uciec. Wykorzystały moment zamieszania i oddaliły się od grupy więźniów. By przeżyć ratowały się nocą spędzoną w lesie, a następnie u pobliskich mieszkańców. Pomógł im fakt, że były ubrane po cywilnemu, więc nikt nie domyślił się, że uciekły z obozu. Wraz z nadejściem wojsk radzieckich, udało się odnaleźć polskiego oficera, który pomógł im w dotarciu do Poznania, a następnie do jej rodzinnych Pabianic.

Powrót do normalnego życia

Udało jej się spotkać z ojcem oraz z siostrą Henryką, ale powrót do normalnego życia był bardzo trudny. Pomogły spotkania z przyjaciółmi, którzy podobnie jak ona, mieli za sobą traumatyczne przeżycia. Alina po maturze, wkrótce została studentką akademickich nauk politycznych w Warszawie, a następnie zatrudniła się w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Tam poznała swojego przyszłego męża. Zatrudnieniu w MSZ zawdzięcza także podróże po całym świecie. Dziś uważa, że przeżyła interesujące życie.

Tematu Auschwitz przez kilkadziesiąt lat unikała jak ognia. Nie jeździła tam, nie rozmawiała i udawała, że nie poznaje osób związanych z obozem, które spotykała na ulicy. Nie chciała mieć z tym miejscem żadnych wspomnień, a nawet ukrywała swój obozowy numer wytatuowany na ręce. Nie zgadza się z twierdzeniem, że czas leczy rany.

W końcu postanowiła jednak przemówić, a nawet zaangażować się w spotkania z młodzieżą w Polsce i Niemczech, na których opowiada o tym, co przeżyła. Uważa, że to ważne, bo pomimo tak strasznej tragedii, świat nadal ma tendencję do niszczenia życia ludzkiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *