Łączy je „Szaman”. Spektakl, wystawa i premiera książki w Teatrze WARSawy
16 września, 2020
Matejko, Chełmoński, Malczewski. Wystawa „Polska. Siła obrazu” w Muzeum Narodowym
18 września, 2020

Pełne perypetii i przygód dzieje miłości. Premiera „Korsarza” w Operze Narodowej

Patryk Walczak i Yuka Ebihara (fot. Ewa Krasucka)

To niezwykle malownicze dzieło oparte na orientalnej powieści poetyckiej George’a Byrona (1814), w choreografii słynnego Manuela Legris. Obfitujący w genialne kompozycje taneczne spektakl baletowy „Korsarz” jest pierwszą premierą nowego sezonu w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie, która została przeniesiona z marca tego roku. Te pełne perypetii i niezwykłych przygód dzieje miłości Conrada i Medory pobudzają wyobraźnię kolejnych pokoleń czytelników. Stały się też kanwą licznych baletowych adaptacji, z których najchętniej graną i przerabianą była francuska wersja w choreografii Josepha Maziliera z muzyką Adolphe’a Charlesa Adama, autora słynnego baletu romantycznego „Giselle”. „Korsarz” na scenie Opery Narodowej wystawiany jest w wiedeńskiej wersji Manuela Legris.

„Korsarz” Maziliera i Adama, balet-pantomima w trzech aktach, miał premierę w 1856 roku w Théâtre Impérial de l’Opéra w Paryżu, a już rok później grano go w Teatrze Wielkim w Warszawie w adaptacji Romana Turczynowicza, gdzie cieszył się olbrzymią popularnością, podobnie zresztą jak w całej Europie. W Rosji, w Teatrze Maryjskim w Petersburgu, „Korsarza” pokazał Marius Petipa, również biorąc za podstawę choreografię Maziliera.

Do tego właśnie słynnego baletu powrócił cztery lata temu francuski choreograf Manuel Legris, dyrektor Wiener Staatsballett, przedstawiając w Wiedniu autorskie, neoklasyczne opracowanie. Legris, który przez długie lata był gwiazdą Opery Paryskiej i faworytem samego Rudolfa Nuriejewa przyznaje, że „Korsarz”, mimo iż powstał dla Paryża, od dawna nie był tam grany. Choreograf zachwycony muzyką Adama, postanowił odnowić to dzieło w Wiedniu, uprościł jednak wielowątkowe libretto J.-H. Vernoy de Saint-Georges’a, z którego można było wykroić dziesięć innych tytułów baletowych.

(fot. Ewa Krasucka)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *