„To wyrafinowana gra kochanków”. Reżyserka „365 dni” o kulisach powstania filmu
12 lutego, 2020
Eleganccy choć zaprawieni w porachunkach i piękna dama. „Dżentelmeni” w kinach
14 lutego, 2020

„Odziedziczone marzenia”. Barack Obama rusza w podróż, by odnaleźć swoją tożsamość

To jedna z najlepszych autobiografii politycznych w historii literatury, którą przetłumaczono na 27 języków (fot. mat. pras.)

To jedna z najważniejszych książek non-fiction XX wieku, a zarazem światowy bestseller przetłumaczony na 27 języków. Niezwykła podróż Baracka Obamy śladami ojca po odpowiedź na pytanie „kim jestem?” Jej zapis to nie tylko wzruszająca rodzinna saga i opowieść o decydujących latach przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale także przygodowo-etnograficzna opowieść o Kenii oraz inspirująca historia poszukującego tożsamości „pół-białego” w świecie, który nie toleruje połowicznych rozwiązań. Po prostu autobiografia polityczna – „Odziedziczone marzenia. Spadek po moim ojcu” w tłumaczeniu Piotra Szymczaka.

Kiedy „Odziedziczone marzenia” ukazały się po raz pierwszy, Barack Obama miał 34 lata i dopiero zaczynał polityczną karierę. Był idealistą, wierzył w siłę oddolnego działania, chciał mobilizować ludzi do walki o lepszy los. Ale żeby wytyczyć ścieżkę, którą mają podążyć inni, trzeba najpierw zrozumieć drogę, jaką się samemu przebyło.

Dla młodego Baracka, syna białej Amerykanki i czarnego Kenijczyka, wychowanego w latach 60. XX wieku w białej rodzinie i kulturowym tyglu Hawajów, oznaczało to podróż śladami ojca, którego nie zdążył poznać, aż do sedna jego afrykańskiej tożsamości. „Na tych stronicach znalazł się zapis osobistej podróży wewnętrznej — zapis starań młodego chłopaka, który poszukiwał ojca, ale zarazem sensu własnego życia jako czarnego Amerykanina”.

Fragment książki

Ale tym razem matka nie wyglądała na zadowoloną. Siedziała tylko, patrząc mi w oczy, ponura jak karawan.
— Nie wydaje ci się, że za swobodnie podchodzisz do własnej przyszłości? — spytała.
— O co ci chodzi?
— Wiesz dobrze, o co mi chodzi. Twój kolega został właśnie aresztowany za posiadanie narkotyków. Masz coraz gorsze oceny. Nawet nie zacząłeś pisać podania o przyjęcie na studia. Kiedy próbuję z tobą o tym porozmawiać, zachowujesz się, jakbym ci nie wiem jak zawracała głowę.
Nie musiałem tego wszystkiego wysłuchiwać. Przecież ze szkoły mnie nie wyrzucali. Zacząłem jej tłumaczyć, że zastanawiam się, czy w ogóle wyjeżdżać na studia, że mógłbym zostać na Hawajach, chodzić na jakieś zajęcia i znaleźć pracę na pół etatu. Matka przerwała mi. Stwierdziła, że mógłbym się dostać do każdej szkoły w Stanach, gdybym w to włożył trochę wysiłku. — Pamiętasz, co to takiego? Wysiłek? Do licha, Bar, nie możesz tak sobie siedzieć jak jakiś obibok i liczyć tylko na łut szczęścia.
— Jak co?
— Obibok. Nierób.
Spojrzałem na matkę siedzącą z poważną miną, tak głęboko przekonaną, że wie, jaki kształt ma przyjąć moje życie. Myśl, że moje przeżycie mogłoby zależeć od łutu szczęścia, pozostawała dla niej herezją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *