Bezkompromisowo o polskiej scenie politycznej. „Polityka” Patryka Vegi w kinach
4 września, 2019
Jan Paweł II, Kennedy czy Einstein. Niezwykłe operacje w historii – „Pod nóż”
5 września, 2019

Ludzkie losy splecione z wielką historią. „Westerplatte” widziane po 80 latach

Obchody rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte (fot. wikipedia.org)

To książka o 182 polskich żołnierzach z Westerplatte, których obrona stałą się legendą kampanii wrześniowej. Powieść historyczna, odsłaniająca dramatyczne i nieznane dotąd szczegóły siedmiodniowej, bohaterskiej obrony Wojskowej Składnicy Tranzytowej w Gdańsku. Miejsca, gdzie padły strzały rozpoczynające II wojnę światową. Miejsca szczególnego dla wszystkich Polaków, gdzie żołnierz polski pokazał, że honor i godność nie mają ceny, a Niemcy słono zapłacili za swoją butę i pewność siebie. Kto był prawdziwym bohaterem Składnicy Tranzytowej w Gdańsku, komu naprawdę zawdzięczamy fakt, że placówka nie padła po pierwszym ataku i jakie tajemnice obrony przez lata pozostawały nieodkryte? Jacek Komuda na kartach „Westerplatte” przedstawia wydarzenia sprzed 80 lat w sposób, który niemalże przenosi czytelnika się w czasie.

Westerplatte, Wolne Miasto Gdańsk, 1 września 1939, godzina 5:32. Po krótkiej, półgodzinnej walce, kapituluje polska składnica tranzytowa, zdobyta z zaskoczenia przez niemiecką kompanię szturmową wspieraną ostrzałem pancernika Schleswig-Holstein. Ostatnia placówka potwierdzająca prawa Rzeczypospolitej do Gdańska okazuje się bardzo łatwą zdobyczą. Żołnierze są nieprzygotowani do obrony, dowódcy brak woli walki. Sprzeczne rozkazy łamią morale załogi w pierwszych chwilach wojny. Nad koszarami zawisa złowrogi sztandar ze swastyką. Niemcy świętują szybkie przyłączenie Gdańska do Rzeszy…

Tak wyglądałaby historia obrony Westerplatte – miejsca, gdzie zaczęła się II wojna światowa, gdyby nie dramatyczne decyzje i rozkazy wydane przez jednego z dowódców, który wbrew wszystkim zdecydował się walczyć. Gdyby nie poświęcenie i krwawy trud jego żołnierzy, którzy bez rozkazów zdecydowali się pozostać na stanowiskach, aby przywitać Niemców seriami kul zamiast białych flag. Załogi składnicy, jaka w nieludzkim wysiłku, łamiąc rozkazy, buntując się i stawiając desperacki opór, postanowiła za wszelką cenę bronić ostatniego skrawka polskiego wybrzeża w Gdańsku.

(fot. wikipedia.org)

Stary świat odchodzi

25 VIII 1939, Gdańsk, Wojskowa Składnica Tranzytowa na Westerplatte, godzina 8.17

– Już go widać, już płynie. Prosto na nas. Bach, bach! Zaraz wszystko się zacznie – powiedział podporucznik Kręgielski.

– Forteca pod pełną parą – mruknął Sobociński, jedyny w cywilnym ubraniu wśród wojskowych, a przecież formalnie ich zwierzchnik. – Nie żałują węgla.

– Za pozwoleniem, panie pułkowniku – żachnął się porucznik Grodecki. – Był przestarzały już wtedy, kiedy go zbudowali. Po wojnie Niemcy zrobili z niego hulk, pływające koszary. Dopiero za Hitlera awansował na flagowy okręt Kriegsmarine. Na chwilę! Dziś szkoli uczniaków. I nie chodzi na węgiel, tylko na ropę.

– Nie przeczę, przyjacielu. – Sobociński oderwał oczy od lornetki. – Jednak dali mu eskortę, jakby na pokładzie był sam Führer. Spójrz – wyciągnął rękę – ma dwie wieże, działa ze trzysta milimetrów. Nie licząc kilkudziesięciu pomniejszych, przy których wasza prawosławna siedemdziesiątkaszóstka jest jak packa na muchy.

– Co z tego – Grodecki śledził ruch nadciągającego wroga z taką uwagą, jakby chciał wtłoczyć okulary w oczodoły – skoro z tych dwieścieosiemdziesiątekósemek nigdy w nic nie trafił?

– Naprawdę? – zdziwił się Sobociński.

– Na Jutlandach, albo jak Szkopy mówią: w bitwie na Skagerraku, sam dostał pociskiem.

– Ha, nie taki znowu straszny, jak go malują.

Stali w lasku na północnym brzegu półwyspu, nieopodal chronionych nasypami magazynów amunicyjnych, chłonąc słony oddech morza i pisk mew i wypatrując wroga. A ten widoczny był w całej pełni. Pancernik Schleswig-Holstein szedł równym zachodnim kursem. Zbliżał się – wyniosły, z dwoma kominami, dwoma masztami, nadbudówkami rozszerzającymi się kilkanaście metrów nad pokładem, szeroko osadzony w wodzie. Na pokładzie dostrzec można było szeregi marynarzy Kriegsmarine w białych czapkach i bluzach, wyprężonych w postawie zasadniczej.

O autorze

Jacek Komuda to zawodowy pisarz i historyk, który specjalizuje się w dziejach Rzeczypospolitej szlacheckiej. Autor powieści historycznych, które sprzedały się w łącznym nakładzie pół miliona egzemplarzy. Autor otrzymał też stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przyznawane w ramach pierwszego etapu konkursu na scenariusz filmu historycznego.

Do najsłynniejszych powieści autora należy czterotomowy cykl „Samozwaniec”, który opowiada o wyprawie Polaków na Moskwę na początku XVII w. Zajął się też historią Polski XX w. Jego powieść „Hubal”, opowiadająca o losach legendarnego zagończyka i dowódcy, majora Henryka Dobrzańskiego, który nie złożył broni we wrześniu 1939 roku, nie przeszła bez echa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *