Elisabeth Revol przerywa milczenie… „Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat”
22 stycznia, 2020
O tolerancji ze szczytnym celem w tle. Spektakl „Czarno to widzę” w DK Świt
23 stycznia, 2020

Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat. Rozmowy z „Ostatnimi Sprawiedliwymi”

Brama do getta w Radomiu od strony ul. Wałowej, ok. 1940 r. (fot. wikipedia.org)

Prawdziwe wspomnienia, ludzkie emocje i opowieści, w które nieraz trudno uwierzyć, że wydarzyły się naprawdę. „Tam każda sekunda to była śmierć” – mówi Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Tym tytułem uhonorowano 6992 Polaków, a wśród nich są bohaterowie tej książki. Długo dojrzewali do opowiedzenia światu o tym, co przeżyli i jak wiele ryzykowali, by ratować życie: krewnych i przyjaciół, ale także nieznajomych, przypadkowo spotkanych ludzi. Często nie wiedzieli o tym nawet ich najbliżsi. „Ostatni Sprawiedliwi. Rozmowy z Polakami, którzy ratowali Żydów podczas drugiej wojny światowej” – jeszcze kilkanaście lat temu ich przeprowadzenie byłoby niemożliwe. Teraz Anna Piątkowska i Katarzyna Pruszkowska-Sokalla oddają głos dwudziestu niezwykłym bohaterom, ostatnim żyjącym uczestnikom tamtych wydarzeń, którzy ratując jedno życie, ratowali cały świat, narażając jednocześnie życie swoje i swoich najbliższych.

Dwadzieścia historii i kilkadziesiąt uratowanych istnień. Maria Bożek pomaga koleżance ze szkolnej ławki wydostać się z krakowskiego getta, ukrywa na strychu kamienicy, organizuje wyjazd do Warszawy. Dzieli się z nią własną tożsamością. Władysław Misiuna pracuje w królikarni przy nazistowskim obozie. Przeznaczone dla królików jedzenie, które dostaje od Niemców, trafia do ludzi. Józef Walaszczyk przyjmuje do zarządzanej przez siebie fabryki trzydziestu Żydów. By ich ocalić, musi negocjować z Niemcami. Po wojnie nazwą go polskim Schindlerem.

Wiedział pan, co się stało z Żydami z Glinic po wybuchu wojny?

Na początku Żydzi jeszcze byli tam, gdzie żyli, musieli jedynie nosić żółte naszywki, później opaski. Wiosną 1941 roku powstało getto, a właściwie dwa getta. Główne w okolicach ulicy Wałowej i tak zwane małe getto na Glinicach – tam, gdzie przyszedłem na świat. Pojawiły się ogłoszenia, że nie wolno Żydom wychodzić poza getto – jeśli ktoś wyjdzie, może być zabity. Nie wolno wchodzić na teren getta nie-Żydom – jeśli ktoś wejdzie, może być zabity. Nie wolno udzielać pomocy Żydom – za udzielenie pomocy można być zabitym. Starszy brat dostał przymusowe zatrudnienie w warsztatach kolejowych, a ja z młodszym bratem zaczęliśmy myśleć, jak by tu pomóc Żydom. Zdobywaliśmy trochę kartofli gdzieś tam z pola, jakieś jabłka z sadu, groch, bardzo ważna była cebula, bo bez niej od razu szkorbut. Kradliśmy to oczywiście z pól, za pazuchę, i trzeba było to przemycić. Miałem swoje drogi do getta, przejścia przez ogrody, uliczki, podwórka. Była ulica Kośna, w pobliżu Strzelecka, Placowa. Od Kośnej był stary ogród, zagrodzony, bo tam już zaczynał się teren getta i tamtędy właśnie się przedostawaliśmy.

O autorkach

Anna Piątkowska, dziennikarka, absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Publikowała w portalach Interia oraz Styl.pl.

Katarzyna Pruszkowska-Sokalla, dziennikarka z zawodu i wykształcenia. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu i Porównawczych Studiów Cywilizacji na Uniwersytecie Jagiellońskim. Z mediami związana od kilkunastu lat, głównie z portalem Interia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *