„Nie ma w tym mowy nienawiści”. Antoni Pawlicki o roli geja w „Berku 2” [WYWIAD]
28 lutego, 2019
Chłopak podmieniony na dziewczynę. Tak narodził się film „Córka trenera”
1 marca, 2019

„Gwiazda, jakiej w Polsce wcześniej nie mieliśmy”. Violetta Villas bez tajemnic

Violetta Villas zachwycała głosem przez pół wieku (fot. wikipedia.org)

Była i pozostaje do dziś zjawiskiem, „kolorowym motylem”, genialną wokalistką, diwą, od początku świadomie budującą własną legendę. Z niewielkiego miasteczka Violetta Villas, a właściwie Czesława Gospodarek z domu Cieślak, trafiła na największe estrady swoich czasów. Uwielbiana, podziwiana, krytykowana, której przypisywano wiele skandali. Była też przedmiotem intryg, plotek, insynuacji, ale jaka była naprawdę, wiedziała chyba tylko ona sama. Dociec tego postanowili też Iza Michalewicz i Jerzy Danilewicz, których głośna książka – „Villas” doczekała się nowego wydania.

Po Warszawie jeździła białym, luksusowym mercedesem, wzbudzając powszechne zainteresowanie. Ekstrawagancka, charyzmatyczna, niezwykle utalentowana – Villas budziła zarówno wielką miłość, jak i powszechną zawiść. Otoczona podziwem, uwielbiana przez tłumy i jednocześnie przeraźliwie samotna. Choć występowałą na amerykańskich scenach w Las Vegas, goszczących takie gwiazdy jak Frank Sinatra i Judy Garland, niejednokrotnie żyła w biedzie, a pod koniec życia – chorobie i nędzy.

Niezrozumiana i często pokutująca za swoje prowincjonalne pochodzenie, Violetta Villas nie dawała się łatwo szufladkować. Chimeryczna i trudna we współpracy, barwna, a jednocześnie prawdziwie oryginalna i obdarzona nieprzeciętnym głosem. Opętana własnymi demonami megalomanka, która ze zdenerwowania przed kolejnym występem zażywała narkotyki. Budząca tak często kpiny, jak i zazdrość.

Violetta Villas w 2009 roku (fot. wikipedia.org)

Udzielają głos osobom z otoczenia piosenkarki

Jej nietuzinkowa, pełna zadziwiających sprzeczności osobowość do dziś stanowi tajemnicę i fascynuje rzesze jej wielbicieli. Mity, jakie Violetta Villas tworzyła o sobie, wciąż krążą po świecie prasy, telewizji i Internetu. Autorzy głośnej książki o artystce zdawali sobie z tego sprawę. Z reporterską przenikliwością opowiadają, udzielając głosu osobom z otoczenia piosenkarki, o dzieciństwie Czesławy Cieślak w miasteczku Lewin Kłodzki, nieudanym pierwszym małżeństwie, ucieczce do miasta, latach nauki w szkole muzycznej i pierwszych sukcesach – najpierw na polskiej scenie, a potem jako jedyna artystka w szarych czasach PRL-u – na zagranicznych.

O jej religijności i ogromnym przywiązaniu do zwierząt. Współpracy ze służbami, z której zrodziła się mania prześladowcza piosenkarki, a także latach znakomitości w Teatrze Syrena i słynnych ekstrawagancjach. Opisują losy największej miłości życia diwy, rozczarowanie i przeraźliwą samotność w czasach, gdy sukces przerósł jej oczekiwania. W bezkompromisowy sposób przedstawiają trudne relacje z synem i uzależnienie od swojej późniejszej opiekunki, Elżbiety Budzyńskiej. Z książki wyłania się obraz kobiety pełnej przeciwieństw, trudnej do odgadnięcia, której koniec życia upłynął pod znakiem niezdrowej sensacji, przeraźliwej biedy i osobistej tragedii. „Villas” ponadto została uzupełniona dwoma rozdziałami, publikowanymi po raz pierwszy, o tym, co stało się już po śmierci artystki.

„Obraz tak pełnokrwisty, że aż chwilami przerażający”

„Villas to gwiazda, jakiej w Polsce wcześniej nie mieliśmy i nie mamy” – mówił Bogusław Kaczyński o jednej z najbarwniejszych artystek w historii polskiej muzyki. 

– Trzeba było nie lada odwagi i dziennikarskiej zadziorności, a także uczciwości, żeby jeszcze za życia Villas opublikować tak głęboko prawdziwą i w dużej mierze krytyczną biografię. Autorzy nie bali się niczego, a przecież życie VV to jedno wielkie pole minowe, co temat to bardziej niewygodny. Sama gwiazda w wywiadach uchylała się od wszystkich konkretnych pytań, uciekając w banał, dewocję czy ogólniki o zwierzętach. Autorzy przyszli i rozdrapali właściwie wszystkie jej rany. Pokazali obraz tak pełnokrwisty, że aż chwilami przerażający – podkreśla pisarz Michał Witkowski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *