Prowokacyjny komediodramat z Macedonii. „Bóg istnieje, a jej imię to Petrunia” w kinach
Październik 25, 2019
„Za kryształową szybą”. Barwne, ale i bolesne losy rodziny ks. Adama Bonieckiego
Październik 25, 2019

Artystyczny obłęd i tajemnica zagadkowej śmierci. „Van Gogh. U bram wieczności” w kinach

W postać malarza Vincenta Van Gogha wcielił się aktor Willem Dafoe (fot. mat. pras.)

To zmysłowa opowieść o najbardziej owocnym i zarazem dramatycznym okresie życia Vincenta Van Gogha. Film odkrywa tajemnicę jego zagadkowej śmierci i przedstawia jako człowieka z krwi i kości, wspieranego przez brata i przyjaciela Paula Gauguina, z którym pod koniec życia popada w konflikt. Obraz reżyseruje Julian Schnabel, również malarz i autor takich filmów, jak „Motyl i Skafander” czy „Basquiat – taniec ze śmiercią”. Tym razem przedstawia on historię życia swojego idola i jednego z najwybitniejszych artystów w historii. „Van Gogh. U bram wieczności” to jednak nie tylko spotkanie dwóch wybitnych artystów, których dzieli kilka pokoleń, ale też spektakularna rola Willema Dafoe, za którą otrzymał nominację do Oscara oraz Nagrodę dla Najlepszego Aktora na Festiwalu w Wenecji. Na ekranie towarzyszą mu m.in. Emmanuelle Seigner, Rupert Friend, Oscar Isaac czy Mads Mikkelsen.

Van Gogh wyjeżdża z Paryża do Arles w Prowansji. Zafascynowany zapierającym dech w piersiach krajobrazem, feerią barw i plastycznym światłem regionu, tworzy swoje najsłynniejsze obrazy. Czuje się samotny i dąży do kontaktu z ludźmi, ale stopniowo popada w obłęd…

To nie tylko stereotypowy obraz artysty-szaleńca, ale wrażliwego i utalentowanego człowieka z krwi i kości, który w naszych czasach zostałby idolem i milionerem. Vincenta wspierają jedynie brat Theoi przyjaciel, Paul Gauguin, który słowami: „musimy rozpocząć rewolucję. Rozumiesz?”, zachęcał Vincenta do rozpoczęcia nowego ruchu w malarstwie. „Impresjoniści odpłynęli, malują tylko dzieci w ogrodach” – przekonywał Gauguin. „Monet jest niezły” – polemizował z nim jednak van Gogh.

(fot. mat. pras.)

Jak doszło do tego, że malarz-Schnabel zrobił film o malarzu-Van Goghu?

Wszystko zaczęło się od wizyty w muzeum. Julian Schnabel zaprosił przyjaciela, renomowanego francuskiego scenarzystę, pisarza i aktora Jeana-Claude’a Carrière’a, do Muzeum Orsay na wystawę pod tytułem „Van Gogh/Artaud: Samobójstwo przez społeczeństwo”. Kiedy przechadzali się wśród czterdziestu obrazów na wystawie, pojawił się pomysł na film. – Niezwykle interesujący wydawał mi się plan realizacji filmu o malarzu w reżyserii innego malarza – wspomina Carrière. Jeszcze tego samego popołudnia Schnabel rozpoczął pracę nad strukturą filmu, który chciał zrealizować. – Kiedy stoisz przed konkretnym dziełem, każde z nich o czymś ci mówi, ale jeśli obejrzysz trzydzieści obrazów przeżywasz coś więcej. Wszystkie uczucia akumulują się w jedno. To efekt, który chciałem uzyskać w filmie, zbudować strukturę w taki sposób, żeby doświadczenia Vincenta piętrzyły się, tak jakby cały ten okres jego życia przydarzył się widzom w jednym intensywnym momencie – opisuje reżyser.

Schnabel i Carrière rozwijali pierwotny pomysł i zaczęli dostrzegać co może się z niego narodzić. – Zaczęliśmy pisać wspólnie, wiele czytaliśmy, ale pomysł ani przez chwilę nie polegał na tym, żeby stworzyć film biograficzny albo odpowiadać na oczywiste pytania. Zajmowało nas to, że van Gogh w ostatnich latach życia był absolutnie świadomy, że prezentuje nową wizję świata, że nie maluje już tak, jak inni malarze. Dawał ludziom nowy sposób widzenia i właśnie tę wizję chcieliśmy oddać w filmie – podkreśla Carrière. Producent Jon Kilik opisuje proces tworzenia filmu z Julianem jako płynny i organiczny. – W filmie jest moment, w którym Vincent mówi, że nie wynajduje tego, co maluje. Stwierdza: „to już jest w przyrodzie, muszę to tylko uwolnić”. To niemal dokładny opis procesu, który odbywa się kiedy Julian maluje albo tworzy filmy. Nie tyle stara się opowiedzieć o życiu malarzy, pisarzy, poetów i muzyków, co pozwala ich historiom przepłynąć przez jego jedyny w swoim rodzaju punkt widzenia – przyznaje Kilik. W filmie „Vincent van Gogh. U bram wieczności” Schnabel wydaje się być tak blisko głównego bohatera, jak nigdy wcześniej. – Prawdopodobnie to fakt, że jestem malarzem sprawia, że mam inne podejście. Nie istnieje dla mnie bardziej osobisty temat. To coś, o czym myślę przez całe życie – mówi reżyser.

(fot. mat. pras.)

Każdy widz może przeżyć coś niepowtarzalnego

Dla Willema Dafoe, który zanurza się w głąb emocjonalnego świata van Gogha, proces pracy nad filmem miał w sobie coś z alchemii. – Ktoś może sądzić, że Willem odgrywa rolę, ale można równie dobrze powiedzieć, że wcielił się w niego duch. Odkrywał własną formę sztuki opowiadając historię człowieka, który był przede wszystkim ludzki – komentuje Schnabel. Dafoe zachwycał się możliwością zabrania widzów w podróż po świecie myśli van Gogha. W ramach przygotowań do roli uczęszczał na indywidualne lekcje malarstwa u Schnabla.

Dla Oscara Isaaca, obsadzonego w roli Paula Gauguina, jednej z najważniejszych osób dla van Gogha w późniejszym okresie życia, radość z filmu wynika z tego, że jest tak bardzo subiektywny, że każdy widz może przeżyć coś niepowtarzalnego. – Nigdy nie widziałem takiego filmu. Julian pozwala ci odczuć, co van Gogh przechodził w tym czasie tak, jakby chwytał cię za wnętrzności. W ten sposób doświadczenie filmu schodzi do podświadomości. Naprawdę odnosisz wrażenie, że jesteś przez chwilę Vincentem przeżywającym twórcze eksplozje i osobiste implozje – podkreśla aktor.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *